Bigorexia – “witaminy”, oleje oraz smerfy

Od pewnego czasu interesuje się różnymi aspektami treningu siłowego, ponieważ zaczynam odchodzić od biegania. Lubię sport, dlatego tę lukę chcę wypełnić kczymś ciekawszym, co długoterminowo zapewni lepsze zdrowie oraz samopoczucie. Zaznaczam, że jestem zwolennikiem naturalnych metod na wzrost masy mięśniowej i zachęcam do obejrzenia sobie w sieci skutków używania sterydów oraz podobnych środków. Z drugiej strony każdy ma swoje zdrowie oraz rozum i kompletnie mi nie przeszkadza, gdy się czymś truje. Ryzyko oraz wybór należy do danej osoby, byle nikomu nie robiła krzywdy. W każdym razie poznając tę branżę nie sposób nie natknąć się na wiele interesujących zjawisk, czasem wręcz absurdalnych.

Pogoń za ilością mięśni może wykraczać poza zdrowy rozsądek. Jasne, że muskulatura jest zachęcająca dla kobiet, lepiej się facet czuje ze sobą, dobrze wygląda nago itd. Jest to jednak jeden z kilku składników atrakcyjności, ale również niezwykle ważny. Kolejna sprawa to opisywany już wcześniej postępujący zanik testosteronu z każdym nowym pokoleniem mężczyzn. Nie tylko wiek działa na naszą niekorzyść, ale w szczególności otaczające nas środowisko. Każdy rodzaj sportu jest dla nas korzystny o ile trenujemy z głową, tym bardziej, jeśli nie chcemy na starość faszerować się lekami. Na tym etapie przeciętnego użytkownika siłowni, większość poprzestaje, ale gdy sport ten staje się dla kogoś źródłem utrzymania to wpada w sidła morderczej konkurencji. Jest to dyscyplina, gdzie od razu ocenia się czyjeś rezultaty, przez co dla niektórych już wszystkie chwyty są dozwolone. Osobiście uważam, że najbardziej racjonalne jest wzorowanie się tzw. aesthetics physique i amatorom takim jak ja jako cel w zupełności wystarczy. Poziom zawodowy to już inna bajka, gdyż za największymi osiągami idą pieniądze, dlatego popularne jest przyjmowanie wszelkiej maści dziwnych związków zwanych czasem „witaminami” z przymrużeniem oka.

Do napisania tego wpisu szczególnie przyczynił się jeden z ostatnich filmów kulturysty zwanego Bostin Loyd, który wzbudził spore poruszenie w sieci, a przede wszystkim pewien niesmak. Co ciekawe, znany komentator Luimarco w rozmowie z autorami słusznie zauważył, że ten obraz swoją treścią wręcz zniechęca do pójścia ich drogą. Nakłuwanie się wieloma strzykawkami z kolejnymi dawkami tzw. „juice” zawsze było tajemnicą poliszynela wszystkich muskularnych freaków. Nawet z dobrą genetyką już nie sposób osiągnąć tak dobrych rezultatów. Jeżeli ktokolwiek się zastanawiał jak to wygląda, może obejrzeć sobie tutaj. Ostrzegam, że to materiał dla dorosłych i absolutnie nie popieram tej praktyki. W pewnym momencie człowiek nie dowierza co tam się dzieje, gdy jeden z gości otwiera lodówkę i zastajemy taki oto widok:

m_sadfasdf

Chciałoby się zapytać, gdzie są jajka na omlet, ale niestety zastąpione są fiolkami wielu substancji, które pewnie ożywiłyby nie jednego trupa. To jeszcze nic. Główny bohater w jednym momencie pokazuje jak wstrzykuje sobie olej zwany syntholem. Zresztą sami sprzedają go po 100 dolarów za butelkę. Jest to dość ciekawa substancja, której pierwotnym twórcom nie przyszło do głowy, że będzie tak ochoczo używana w kulturystyce. Z jednej strony faktycznie łączy się z mięśniami powodując wzrost ich objętości, ale często kończy się infekcjami, uszkodzeniem nerwów, a w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Gość z filmu wstrzykuje olej w biceps i mówi, że niestety zablokowała się strzykawka, nie może już więcej zaaplikować. Ktoś normalny chyba by poprzestał, ba nawet nie zaczął. Poświęcenie ma jednak priorytet i w myśl zasady „balls to the wall” idzie na całość odsysając z powrotem to, co częściowo wstrzyknął, a następnie znowu wciskając do mięśnia, na całość. W ogóle zdania wypowiadane w filmie powodują czasem śmiech w oparach absurdu, przykładowo: „to wielki ból dupy, że nie da się tego łatwo wstrzyknąć” albo „zacięło się, ale będę próbował dalej”. Olej ten zresztą jest drogi, dlatego bohater zostawia w strzykawce ciut powietrza aby wstrzykując nic się nie zmarnowało. Dość interesujące poświęcenie balansujące na granicy potencjalnego zgonu. Nie zapominajmy o ćwiczeniach, przepraszam wstrzyknięciach obwodowych, dlatego odpowiednią dawkę otrzymuje również klata z komentarzem: “jesteśmy w pełni spenetrowani oraz wszczepieni”. Dla pewności, żeby mieć umiar: „nie używajcie sytntholu zbyt wiele, najwyżej dwa razy w tygodniu, nie jak ludzie z Indii”. Skoro mówimy o rozwadze to przed siłownią lecą 4 strzykawki różnych specyfików, na parkingu bez jakiegokolwiek skrępowania. Po ćwiczeniach już tylko dwie… Nikt chyba nie ma teraz złudzeń, jak to wszystko w praktyce wygląda. Może nawet dobrze się stało, w końcu ktoś pokazał realia tego sportu, nie jeden aspirant zastanowi się kilka razy czy z pewnością jest to droga dla niego.

Obecnie najbardziej abstrakcyjne przykłady nadużywania różnych substancji można znaleźć w Ameryce Południowej oraz krajach arabskich, gdzie niedoinformowani fani czczą tych freaków. Zabawne jest to tym bardziej ze względu na fakt ich mutacji w smurfy.

syn_sm

syn_pafghtdf

Oczywiście, że to kompletna patologia, gdzie bigorexia zbiera swoje żniwa. W zasadzie pewien margines, bo większość osób zatrzymałaby się, widząc zmianę koloru skóry na niebieski od tego nieszczęsnego oleju.

Wracając do powiedzmy, ~normalnych kulturystów, trudno nie wspomnieć o jednym z bardziej elokwentnych oraz szczerych do bólu. Rich Piana zasłynął z próbowania wszystkiego co było dostępne, aby powiększyć mięśnie według własnej zasady: „whatever it takes”. Zyskał powszechny szacunek oraz popularność za otwartość w kwestii sterydów, hormonów czy syntholu. Co ciekawe kilkakrotnie przyznał, że jest to efekt bigorexii, czyli uzależnienie od chęci bycia coraz większym, często porównując się przy okazji z innymi kulturystami. Przyznał nawet, że jego cohones zmalały od przyjmowania testosteronu. Jest to ciekawy przykład osoby, która porzuciła zawodową kulturystykę na rzecz brandu, jakim jest on sam. Popularność w social media przez niewyparzony język oraz ekstrawagancki styl życia pozwoliły mu na rozpoczęcie własnej linii odżywek, ubrań, teamu sponsorskiego atletów oraz niedługo gotowych posiłków dla sportowców. Całkiem nieźle jak na 45 lat. Z drugiej strony nie boi się powiedzieć szczerze, że większość osób nie potrzebuje tego, co sprzedaje, podkreślając wielokrotnie wagę prawdziwej żywności. Tym sobie właśnie zaskarbił uwagę widzów, szczególnie opowiadając o całej branży jak o sztucznym tworze napędzanym suplementami, które są bezwartościowe oraz o skutkach chemii w strzykawkach.

piana

Rich stał się pewną ikoną zachęcającą wielu do pójścia jego drogą, gdzie popularność można przełożyć na dochodowy biznes. Z drugiej jednak strony często przyznaje, że ten styl życia oraz wygląd utrzymuje dla swoich fanów. Nie jest mu z nim aż tak dobrze jakby się wydawało, bo wolałby ważyć w okolicach 240 funtów zamiast ponad 300-u.

Interesujące jest również jego historia. W wieku 7 lat chodził razem z rodzicami na siłownię, gdzie narodziła się jego chęć naśladowania uznanych kulturystów. Zaczął startować w zawodach będąc nastolatkiem, ale zwykle plasował się na drugiej czy trzeciej pozycji. W jednym z filmów opowiada wręcz łamiącym się głosem, gdy pewnego razu w ogóle nie wystartował w etapie pozowania, co zawiodło jego ojca, który specjalnie przygotował dla niego muzykę. Czując się zdewastowany pojechał do Meksyku w poszukiwaniu sterydów. Nie mógł się porozumieć ze sprzedawcą w jakimkolwiek języku, więc kupił w ciemno co mu zaprezentował. Następnie przeszmuglował wszystko do USA i niedługo później zaczął wygrywać jedne zawody po drugich. Oczywiście sam przyznał, że już w tak młodym wieku wszyscy brali, dlatego musiał dołączyć do tego peletonu, bo nie miałby najmniejszych szans. Karierę zawodową przerwał, bo jak sam mówi brał już tak wielkie ilości sterydów, że był na prostej drodze do grobu.

Rosnąca popularność mediów społecznościowych spopularyzowała dość śmieszne zjawisko photoshopowania zdjęć, gdzie otaczająca rzeczywistość ugina się pod ciężarem z trudem wyćwiczonych mięśni. Tak zwanych „Adobe gainz” jest pełno w internecie, niektóre wręcz komiczne:

ad_gainz

Na koniec polecam dość ciekawy filmik o tym jak zmieniał się wygląd kulturystów na przestrzeni ostatnich lat. Odpowie wielu na pytanie czemu obecni wyglądają bardziej jak mutanty niż zwykli ludzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *