Dlaczego soja jest niebezpieczna dla mężczyzn

Znane porzekadło mówi, że stajemy się tym, co jemy, dlatego czasem lepiej się przyjrzeć pewnym składnikom w naszej diecie, ponieważ mogą nam mocno zaszkodzić. Niepozorna soja zrobiła przez ostatnie dziesięciolecia zawrotną karierę łącząc niski koszt produkcji wraz z dużą ilością dostępnego białka (35% masy). Stała się przez to tanim wypełniaczem wielu gotowych produktów. Dokładnie, jeśli artykuły żywnościowe obiecują na etykiecie dużo zdrowego białka to lepiej zerknąć na listę składników czy nie ma tam właśnie soi. Zresztą podobną historię można by opisać na temat kukurydzy, ale to temat na inny wpis.

Czemu zatem soja jest szkodliwa? Pomijam wegańskie dyskusje, GMO oraz inne wątki, gdyż u samych podstaw ze względu na zawartość powinna być wykluczona z naszego jadłospisu. Oczywiście, że soja nie posiada estrogenów jako takich, ale bogata jest w fitoestrogeny, czyli związki roślinne działające w naszym organizmie jak kobiece hormony. Akurat dla kobiet może być to korzystne, bo łagodzi przekwitanie, ale dla facetów już nie za bardzo. Soja bogata jest w szereg izoflawonów takich jak genisteina, daidzeina, glicyteina, które zachowując się jak żeńskie hormony  w męskim ciele, są przyczyną obniżania się poziomu testosteronu.

Badania z 2008 roku na grupie 99 mężczyzn karmionych soją przez 3 miesiące oraz poddawanych ciągłej kontroli w Centralnym szpitalu leczącym bezpłodność w Massachusetts , wykazały wyraźny spadek jakości ejakulatu niż przed badaniem. Wzięto pod uwagę dodatkowe czynniki jak wiek, tryb życia, używki oraz różną ilość spożywanej soi. Osoby jedzące jej najwięcej miały 41 milionów mniej plemników na ml niż mężczyźni wogóle jej niespożywający. Konkluzją raportu jest wyraźne stwierdzenie, że duża konsumpcja tego warzywa oraz zawartych w niej izoflawonów jest silnie skorelowana z obniżająca się jakością spermy, co odbija się negatywnie na płodności.

Kolejne studium z 2011 roku przedstawia młodego chłopaka w wieku 19 lat, który spożywał soję w celu zapoznania się z tezą o jej ochronnym wpływie na ryzyko raka systemu naczyniowo-sercowego czy piersi (tak rzadko, ale faceci o dziwo tez mogą mieć) wg. wegańskiej diety. Niestety szybko zaczął cierpieć na spadek libido oraz pojawiły się problemy z seksem. Przyczyną był spadek poziomu testosteronu, DHEA (Dehydroepiandrosteron – naturalny hormon sterydowy produkowany w nadnerczach) oraz DHT (Dihydrotestosteron – aktywna forma testosteronu). Dopiero zaprzestanie konsumpcji soi przywróciło po roku do równowagi jego organizm.

Naukowcy w dwóch różnych badaniach na szczurach dowiedli, że przyjmowanie naturalnych fitoestrogenów np z soi w ciąży powoduje problemy w kształtowaniu się organów płciowych jeszcze nie narodzonych osobników. Konkluzja jest wyraźna, że spożycie soi wpływa szkodliwie na zdolności reprodukcyjne zwierząt.

Podstawowym problemem w dyskusji o soi są pieniądze, ponieważ podobnie jak wiele innych warzyw jej uprawa jest silnie dotowana, szczególnie w USA. Z punktu widzenia gospodarczego jest tanim źródłem białka, nie mówiąc już o samej modzie na mleko czy kotlety sojowe. W praktyce jednak o czym mało się mówi, najwięksi producenci soi w Stanach okazują się być jednymi z głównych sponsorów tzw: “Akademii odżywiania oraz dietetyki”, która wraz z rządem rekomenduje spożycie soi. Wzorce te jak i wszelkie przepisy na gotowe produkty są eksportowane na cały świat co nie jest oczywiście niczym złym. Jednak długoterminowe spożycie wielu składników, szczególnie dodawanych przy okazji głównego wyrobu, może być jedną z przyczyn coraz częstszych problemów z płodnością wśród mężczyzn. Mając tą wiedzę wręcz zabawnie się robi podczas czytania etykiety np batoników eko czy innych zdrowych produktów, gdzie w ich skład wchodzi ta nieszczęsna soja.

5 myśli nt. „Dlaczego soja jest niebezpieczna dla mężczyzn

  1. Jarek

    Cześć Kuba,

    Przeczytałem już całego bloga wzdłuż i wszerz. I nie wiem czy przypadkiem po kilka razy. Może forma nie jest idealna, ale z pewnością widać, że Twój blog broni się doskonałym przekazem. O to chodzi.

    Sam kiedyś próbowałem blogowania i wiem, że na samym początku jest ten zapał. Ma się tyle pomysłów na posty i jakieś inne treści. Wiem rownież, że w miarę pisania traci się ten początkowy zapał. Mimo, że zauważyłem spadek w ilości wpisów, mam do Ciebie prośbę: Kontunuuj to, co zacząłeś! Zauważyłem, że masz dość dużo komentarzy jak na blog o tak wąskim zainteresowaniu. Trafiłem do Ciebie przez Tindera jakoś we wrześniu, ale dopiero od niedawna (jak się skończył jak się okazało mój toksyczny związek) wchodzę codziennie, aby zobaczyć co nowego napisałeś.

    Dzięki Tobie zrozumiałem jak wiele błędów popełniałem w swoich związkach. Rozpoznaje u siebie pewne zachowania pana milusińskiego. Łącze fakty wyczytane u Ciebie i już wiem czego nie robić. Cały czas próbuję. Zacząłem dbać o siebie. Trzy razy w tygodniu biegam i ćwiczę w domu (pompki, brzuszki), aby odzyskać formę sprzed lat (Niedługo stuknie mi magiczne trzy zero) Do pracy zacząłem chodzić na piechotę i u siebie w Szczecinie widzę potencjał na każdym kroku;) W tym miejscu chciałem Ci podziękować, bo po rozstaniu ze swoją ex, byłem zdruzgotanym i zgorzkniałym facetem. Nie widziałem celu w życiu typu: budzik, śniadanie, praca, obiad, komputer, kolacja, prysznic, prawie nieprzespana noc, repeat. W kilku słowach: Dziękuję, że mnie zmotywowałeś!

    Jeszcze pod koniec prośba. Czy możesz polecić jakąś literaturę popularno-naukową polską lub angielską, z której korzystałeś? Czytałem już parę książek autorstwa “mentorów”, w ktorych parę pierwszych rozdziałów można nazwać “You can do it “, a pózniej tylko “inspirujące” historie. Mam wrażenie, że czerpałeś podstawową wiedzę z lepszych źródeł niż ja i dlatego byłbym mega wdzięczny Tobie za polecenie parę pozycji.

    Pozdrawiam z “miasta z potencjałem, ale bez możliwości”

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Dziękuję Jarku za miłe słowa, naprawdę zachęcają, tym bardziej, gdy zastanawiam się czy ktokolwiek te wypociny czyta. Nie udaję wielkiego talentu do pisania, w zasadzie nigdy nie była to moja specjalność. Sam bym się śmiał gdyby ktoś mi powiedział w czasach szkolnych, że będę czymś się dzielił, nie mówiąc już o samej tematyce. W zasadzie od początku miałem zamysł, że jak będę leciwy chętnie wrócę do tych bazgrołów by się pośmiać sam z siebie i tych historii. Pewnie wtedy zbiorę ją w całość i wielu się naprawdę zaskoczy. Nie piszę tego z pychy, przeciwnie, człowiek docenia co ma gdy wspomni od czego zaczynał.
      Odpowiadając natomiast na Twoje pytanie, radzę abyś korzystał z mentorstwa najlepszej osoby na świecie jaką jesteś Ty sam. Jasne, że brzmi to może dla niektórych nie poważnie, ale nic nigdy nie zastąpi Twojego własnego doświadczenia oraz doświadczania.
      Kolejna sprawa to problem masy ludzi, którzy sądzą, że kolejna książka rozwiąże ich problemy, a tak naprawdę tylko krąży wokół nich, zgłębiając jego istotę zamiast rozpocząć jakiekolwiek działanie by cokolwiek zmienić. Z książek polecam autora David M Buss, Mantaka Chia, Zimbardo i jeszcze z czasem podam kilku w recenzjach niedługo.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. Stały Czytelnik

    Ty no Kuba, bez jaj, naprawdę masz takie myśli pt. “czy ktokolwiek to czyta”? Zupełnie bezpodstawnie 😉 Czytają czytają, jeszcze jak…

    Odpowiedz
  3. Artur

    Nie jestem ekspertem ani nie za bardzo znam angielski ale są też dokładne badania może nawet dokładniejsze od tych stwierdzające, że soja w ogóle nie jest szkodliwa.
    Wszystkie linki do badań w artykule:
    http://veganworkout.org.pl/pogromcy-mitow-soja-cz-2/
    Po za tym widzę u Ciebie zupełnie inną szkołę. Większość wegetarian zawsze mówi, że Amerykanie idą zawsze w produkcje mięsa, żeby społeczeństwo było tłuste i wydawało na lekarstwa (no dobra może przesadziłem :D) wszędzie mięso do którego dodają masę szkodliwych ulepszaczy, a tu odwrotnie, że szkodzą zdrowym jedzeniem.
    Ale pomińmy wegańskie dyskusje i zajmijmy się dowodami : )

    Ps. Pierwszy raz trafiłem na tego bloga i widzę mam sporo artykułów do przeczytania, o kobietach 🙂

    pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Każdy ma swój rozum i żywi się tym co uważa za stosowne. Osobiście daleki jestem od ideologii w żywieniu, szukam raczej informacji, edukuję się, a nie jest to łatwe ze względu na szum informacyjny. Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach nie trudno wykreować wizerunek czegokolwiek mając wystarczające fundusze. Tak działa przemysł np cukrowy czy margaryny, gdzie dopiero po długich dekadach wreszcie widać twarde dowody jak te składniki mają długoterminowo skutki na zdrowie kolejnych pokoleń. Co ciekawe na przestrzeni lat głosy, że mogą szkodzić w większych niż w normie ilościach były zagłuszane przez kontr badania opłacone przez producentów, że wszystko jest w porządku…
      Nie mam problemu kto co je, ale nie przyjmuję wszystkiego na ślepo tym bardziej gdy niszowe badania przedstawiają sedno problemu wraz z prostym porównaniem bez zagmatwanych dorobionych refleksji. Jasne, że mogą się nie podobać małe analizy w jakimś niewielkim szpitalu zajmującym się problemami pacjentów, niż wysoko dotowane studium w kampusie uniwerków za pieniądze wielkich koncernów. W wypadkowej oczywiste jest, że trudno wyrobić sobie zdanie mając tak przeciwległe punkty widzenia.
      Mimo wszystko, czytając np takie badania: o gynacomastii, czyli rosnących męskich dosłownie cyckach, gdzie sprawdzono zdrowie pacjenta, wszelkie wskaźniki i właściwie wszystko jest ok, prócz tąpnięcia popędu seksualnego i podwyższonego bardzo poziomu Estradiolu (sterydowy hormon płciowy, naturalny estrogen ) oraz Estronu (steroidowy estrogen o działaniu podobnym do estradiolu) co zachęciło do dalszego sprawdzania jegomościa, przede wszystkim trybu życia. Co się okazało? Facet od jakiegoś czasu pił prawie 3 litry mleka sojowego dziennie. Jasne, że ta ilość przekracza wszelkie normy i zdrowy rozsądek, ale tacy geniusze są papierkiem lakmusowym pewnych specyfików. Sorry inaczej, gąbką…
      Oczywiście jak przestał spożywać to “mleko” zmiany na klatce piersiowej zaczęły się cofać, a poziom hormonów stopniowo się normował. Takich przypadków jest wiele, co sprawia, że zaczynam mieć pewną rezerwę do niektórych składników tym bardziej, że są ładowane dosłownie wszędzie, szczególnie w gotowych produktach. Naturalnie, że ciężko porównać spożycie 3 litrów dziennie mleka sojowego do kilku gramów soi, nie da się, ale ja wolę mieć swoje w tym temacie zdanie i raczej żywić się z głową. Podstawa to zróżnicowana dieta nie wyłączając niczego i nie przesadzając niektórych składników.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *