Dlaczego wielu mężczyzn nie śpieszy się z poważnym związkiem?

Ostatnio jedna koleżanka zakończyła burzliwą dyskusje wśród znajomych wnioskiem, że faceci po prostu nie chcą się wiązać. Nie jest to coś odkrywczego, ale słysząc to z boku myślałem sobie w duchu, że z jej perspektywy to dość przykra sytuacja. Jest wiele wspaniałych kobiet, które mają poukładane w głowie i niestety w pewien sposób stają się pokrzywdzonymi w nowej rzeczywistości. Zegar biologiczny bije, a wielu gości, szczególnie dobrej “jakości” nie śpieszy się do ożenku. Z drugiej strony pojawiają się młodsze kobiety dla których taki facet jest  z wiekiem atrakcyjniejszy. Nie ładnie pisać o wartości jak na jakimś rynku, sam nie uważam się za kogoś specjalnego. Trudno jednak zaprzeczyć, ze kobieta rodzi się piękna i musi to utrzymać, na początku nie wymaga to wiele pracy, ale później już tak. Facet natomiast dorabia się i buduje swoje życie cały czas. W większości przypadków rodzi się z niczym i musi zbudować swój świat. Szczęśliwi ci, którzy mają lepszy start, lepiej dla nich, oby odpowiednio te zasoby wykorzystali. Jednak do sukcesów to za mało, potrzebny jest również charakter oraz cele w życiu, pewna spójność, którą nabywa się z czasem. Pozwolenie sobie na osiągnięcie pewnego poziomu to nie oznaka samolubności, ale zwykle w pełni świadoma skalkulowana decyzja.

Dawniej w tradycyjnym modelu powstawania rodziny małżeństwo zawierane było dość wcześnie, sprzyjało temu niepewne ciężkie otoczenie, krótki żywot oraz światopogląd, że tak wypada. Wbrew pozorom to podejście nie jest złe i osobiście znam wiele par rówieśników oraz starszych, zakochanych od liceum bądź studiów dla których świetnie ta strategia się sprawdza. Patrząc jednak z aktualnej perspektywy postawmy się w sytuacji przeciętnego mężczyzny, który musi liczyć na siebie i z pewnością na początku może czuć się zagubiony skomplikowaniem sytuacji. Kiedyś do w miarę normalnego życia (na zachodzie, pomijamy nasz PRL-owski kołchoz) wystarczył dobry wyuczony fach w zawodówce czy w jakimś warsztacie. Na studia mało kto chodził i obecnie widzimy braki tych specjalistów. W każdym razie po takiej szkole wcześniej zaczyna się zarabiać oraz usamodzielniać. Studia to jednak inwestycja długoterminowa, kończąca się w wieku 25 lat przez co początek “pójścia na swoje” jest znacząco przesunięty. Co więcej okazuje się, że dla wielu nawet co pracowali w trakcie nauki to dopiero powolny start kariery. Dodajmy wysokie koszty życia, irracjonalne ceny mieszkań, gdzie np Berlin jest tańszy od Warszawy i mamy dość niepewne warunki założenia rodziny.

Nauka oraz praca często może iść w parze z jednym lub kilkoma związkami w miedzy czasie i z pewnością wielu jest świadomych oraz zrozumiało, że oczekiwania od nas przez płeć piękną bywają całkiem spore. Nie chcę generalizować bo jest wiele wspaniałych, skromnych kobiet, ale w społeczeństwie nastawionym na konsumpcjonizm wypadkową jest zwykle pewne marzenie o stylu życia, które nie każdemu musi pasować. Mamy zatem przeciwległe wymagania na które poświęcamy energię: praca, zdobycie kobiety oraz utrzymanie związku, pielęgnacja gniazda. Spoiwem tutaj jest właśnie facet i wielu woli na początku skupić się na mniejszej ilości celów, doprowadzając je do końca niż brać się za wszystko po trochu. Statystyki rozwodów nie pozostawiają złudzeń, szybkie śluby przed 30-stką wraz z kredytem na mieszkanie oraz dziećmi to chyba nie jest zawsze panaceum na szczęśliwe życie. Oczywiście, gdy pracuje się wspólnie to łatwiej jest spiąć całe równanie i większości par się to udaje. Gorzej, gdy pojawiają się nieoczekiwane problemy: jak strata pracy czy coraz częstsza “niezgodność charakterów”, ponieważ nie tyle późniejsze dorastanie, ale większa świadomość trudów codzienności sprawiają, że ma się czasem rozbieżne priorytety. Co więcej dynamika związku też nie jest stała i może być zaburzona, facet może czuć się nieswojo, gdy jego kobieta przejmuje pierwsze skrzypce.

Przyglądając się parom z boku, które znalezły receptę na szczęście można dojść do pewnej racjonalnej konkluzji. Przez te wszystkie wczesne lata facet poświęca: czas, energię, nerwy w celu wypracowania sposobu na zdobycie zasobów, kosztowało to też wiele porażek. Dlaczego zatem tej samej strategii nie zastosować w celu poznania odpowiedniej kobiety, która odpowiadałaby takiemu gościowi? Nie chodzi o perfekcję, ale też kwestię, że dopiero z czasem człowiek uczy się, doświadczalnie czego się tak naprawdę chce od płci przeciwnej. Kiedy taka spotkana przeze mnie Anetka codziennie chodziła na randki w liceum poznając swoje wymagania wobec facetów, ja zdobywałem świat. Co prawda w GTA i mogę winić samego siebie za ten stan rzeczy, ale to nie znaczy, że jest za późno bym sam zastosował tą samą strategię wobec kobiet. Całkiem przeciwnie, okazuje się, że dopełnia się to brakujące ogniwo, którego brak każdy z nas przeczuwał, ale ciężko było go uchwycić. W zasadzie nadaje to pewną spójność. Zdobywanie świata oraz kobiet trafia w nasze instynkty i powoduje satysfakcję oraz niestety czasem ciężkie lekcje. Czytając moje wpisy niech nikt nie ma złudzeń, że bywa ciekawie. To pewien paradoks, że kobiety od momentu peak-u atrakcyjności są bardzo wybiórcze co do facetów. Im jednak bliżej magicznej 30-stki kiedy większość koleżanek ma już męża i pierwsze dzieci, same prą na trwały związek. My natomiast mamy zwykle odwrotnie, gdyż jest to uwarunkowane nauką postępowania z kobietami, które trzeba zdobywać. Na początku jest ich zwykle mało, a dopiero z czasem pojawia się ich więcej w naszym życiu. Zaczynamy rozumieć czego chcemy, a nawet jakie przede wszystkim cechy powinniśmy unikać. Pojawia się coś co wielu nazywa brakiem dojrzałości, samolubnością itd, mianowicie wybór. Jest to wbrew pozorom niełatwa, ale kusząca droga, gdyż świadomie chce się stworzyć życie według własnych zasad oraz wymagań do których druga strona powinna się dostosować.

Co ciekawe kobiety chcą dominującego, pewnego siebie faceta, ale kiedy ten chce wpierw zdobyć świat i tym samym okrzesać własną osobowość to jest nagle wiecznym kawalerem itd. Oczywiście część z gości nie interesuje poważny związek czy dzieci, wolą wygodne samotne życie, ale to jest raczej margines. Większość mężczyzn marzy o prawdziwym związku, powiem nawet, że o miłości w stylu zakochanego kundla Disneya. Powiedzmy sobie szczerze, że tak. Dbająca prawdziwa kobieta to skarb. Problem w tym, że oglądając się wokół, ostrożniej podchodzą do zobowiązań, gdyż nie chcą popełnić błędów innych facetów. Dlatego mamy coraz częstszy przypadek mężczyzn skupionych na swoim życiu niż tworzenia tej swojej rzeczywistości wokół kobiety. Kolejny paradoks to bardzo atrakcyjne dla nich, wyróżnia się na tle gości chcących zaliczyć każdą. Taki ma standardy i będzie chciała go sprawdzić na ile te przekonania są prawdziwe. Wyzwanie robi tarcia co jest  emocjonujące, a stąd nie daleko by być podniecającym.

Na koniec chciałbym spojrzeć na to pozytywnie, kobiety świetnie sobie radzą w nowej rzeczywistości i lepiej o siebie dbają. Właściwie jest to znalezienie nowego punktu równowagi w przyrodzie. Pytanie ile z nich będzie miało na tyle odwagi, by samym bardziej wyraziście inicjować kontakt. Czekają nas ciekawe czasy Panowie.

Jedna myśl nt. „Dlaczego wielu mężczyzn nie śpieszy się z poważnym związkiem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *