Emocjonalny RollerCoaster

Doprowadzanie do szewskiej pasji jest zwykle domeną kobiet, które w ten sposób sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić w danej relacji. Posiadając atrakcyjność, dość istotny na początku argument, reglamentują dostęp do możliwości seksu. Tak działa biologia i trzeba ten fakt zaakceptować, co więcej rozumiejąc cały aspekt może działać na naszą korzyść. Wartościowe dobro ma wielu chętnych i wizualnie jest łatwe do określenia przez mężczyznę. Z jej perspektywy jednak, dziewczyny świadomej od młodych lat jak wysokie notowania ma uroda, ze względu na wzbudzane wokół zainteresowanie następuje przetasowanie potrzeb w porównaniu z mężczyznami. Mając możliwość seksu z kimkolwiek według własnych fanaberii oczywistym jest, że bezsensu byłoby kochać z kimś poniżej “swojej wartości”. Lata doświadczeń w związkach, romansach utwierdziły ją w przekonaniu o dość nikłej zdolności facetów do stawiania na swoim. Nie wszyscy, ale większość na samą myśl, że mogą ją utracić pozwala na oddanie coraz większego kawałka swojego życia dla niej. Nic złego jeżeli następuje to u obu stron i pojawiają się wspólne elementy budujące jakąś więź, gorzej gdy w praktyce przeradza się w smycz dla faceta, a częstotliwość seksu spada wraz z jej szacunkiem do niego. 

Emocjonalna huśtawka w szczególności nam mężczyznom nie jest obca. Czujemy się bardzo dobrze, gdy sprawy wydają się iść po naszej myśli oraz niezwykle słabo, kiedy nagle wszystko zaczyna się sypać. Jakby ktoś zakręcił kurek albo zasłonił żaluzje do źródła szczęścia. Niewyszukany mechanizm treningu psa jak u Pawłowa, przyzwyczaja do karmienia się coraz mniejszymi resztkami. Działa to tym lepiej im mniej jesteśmy świadomi efektu takiego przyciągania oraz odpychania. Jeśli nowo poznana dziewczyna zaczyna się dziwnie zachowywać to w większości przypadków nie potraktujemy jej poważnie. Sprawa jednak się komplikuje wraz z zainwestowanym czasem oraz uczuciami. Nagle okazuje się, że dystans między osiągniętym szczytem szczęścia, a dołkiem przez nagłe jego zabranie jest znacznie większy niż na początku. Trudno jest wtedy podejść na chłodno do sytuacji kiedy jesteśmy wkurzeni oraz zdezorientowani. Jest to jednak element gry i to bardzo skutecznej, gdyż szybko określa kto wiedzie prym w relacji. Oczywiście, że w zdrowych warunkach kobieta powinna mieć jakiś wpływ na faceta i vice versa, gdy taka znajomość ma się do czegoś większego rozwijać. Problemem jest raczej zbytnie pozwalanie kobietom przez mężczyzn by weszły im w ten sposób na głowę czy wręcz nie zrozumienie, że to zwykły test czy ona jest całym jego światem. Nic oprócz stoickiego spokoju nie jest tutaj potrzebne, no chyba że cięty język, aby sprowadzić na właściwe czy nam bardziej pasujące tory.

Tak naprawdę wszystko sprowadza się do poczucia własnej wartości oraz możliwości wyboru, nawet jeżeli jest on mglisty i wymaga zachodu. Sama perspektywa alternatywy jest lepsza niż nic. Działa to z prostej przyczyny, atrakcyjne kobiety nie są przyzwyczajone do zachowań nie przewidywalnych, a tacy w większości są faceci. Wtedy zaczyna działać kobieca wyobraźnia i pojawiają się wątpliwości czy słusznie postąpiła bo może źle skalkulowała swoją małą intrygę. Nagle elementy huśtawki pojawiają się u sprawczyni całego zamieszania jeżeli wzbudziliśmy wcześniej atrakcyjność. Muszę zaznaczyć wyraźnie, że jeżeli tylko wizualną to niewiele straci, bo takich może mieć na pęczki.

Charakter faceta to główna, nie doceniana determinanta pchająca kobietę do działania ku niemu, a jeśli potrafi ją uszczęśliwić i równie dobrze wkurzyć, to jest przepis na dramat, który dawno jej nikt nie zrobił. Huśtawkę przez którą będzie faceta uwielbiać oraz nienawidzić. To rzadkość, bo większość gości jest zwykle jednowymiarowa, mało ciekawa, przewidywalna. Z pewnością w praktyce tacy nie są, raczej strach przed jej utratą sprawia, że podchodzą do znajomości jak do misji na polu minowym.

Zastanawiając się jak postępować trzeba zwrócić uwagę, że nie zawsze takie podejście działa. Powinno mieć również różny stopień intensywności w zależności od usposobienia. Jeśli ktoś jest raczej wyciszony, spokojny to wrzucenie do gorącej wody może być źle zrozumiane, wręcz jako zachęcenie do odejścia. Czasem jednak pojawiają się niezwykle silne charaktery, świadome swojej wartości, umiejące przenieść relację na granicę, a nawet czasem ją przekroczyć, przez co nie chce się drugiej strony już widzieć. Wtedy dopiero robi się ciekawie, gdy wspólnie można sobie pomilczeć, ponieważ zerwało się tą więź dosadnym przecięciem. Jeżeli obie strony mają mimo wszystko wzajemną fascynację to okazuje się, że im gwałtowniej się pożegnały tym szybciej się ponownie zejdą. Zwracam uwagę na szczególną relację, niestety dziś dość rzadką, gdyż większość osób stara się kogoś znokautować zamiast działać w granicach rozsądku. Jasne, że czasem może być ostro czy wręcz gorąco od emocji, aż nie można drugiej strony znieść. Tak długo jak mimo wszystko jest szacunek i nie stosuje się chwytów poniżej pasa np znając swoje tajemnice i wie się, że do pewnego stopnia to wzajemne tarcie to też efekt obopólnego oczarowania, to wtedy mamy do czynienia z prawdziwym roller coasterem. Huśtawką, ale w pozytywnej wersji, gdzie raz jesteśmy wspólnie na szczycie, raz zaliczamy doły. Nie chodzi o rzucanie talerzami czy stosowanie chamskich zagrań, raczej katalog emocji obejmujący elementy: zazdrości, tęsknoty, beztroski, fascynacji, pożądania czy szczęścia. Wtedy nawet kilka tygodni znajomości może dostarczyć takich historii, które innym wypełniłyby całe lata. Może to jest jedna z przyczyn dlaczego, gdy wszystko w związku za dobrze się układa, wręcz idealnie to ktoś burzy porządek by wtłoczyć w niego trochę energii. Niestety zwykle on jest za słaby by doprowadzić sytuację do porządku, bądź samemu postawić wszystko na granicy przez co stopniowo zaczyna w relacji coś zanikać, wypalać się i przychodzi zwykła rutyna lub coś gorszego dla faceta.

Najbardziej znane nam huśtawki mają w sobie więcej złego niż dobrego. Zapewniając jazdę bez trzymanki mogą dostarczyć cały katalog przeżyć oraz emocji, ale niestety często obie strony wypadają z wagonika, gdy niektóre zagrania przeważają negatywną szalę. Nikomu tego nie życzę, lepsze są już przewidywalne kapcie z weekendowym wypadem na kolaż marketowych promocji. Bardzo rzadko, ale jednak zdarza się, że spotkamy kogoś, gdzie zarówno pozytywnie iskrzy oraz niekiedy pojawia się kubeł zimnej wody, gdzie obie strony w postępowaniu są od siebie niewiele lepsze. Wraz z ogromną dynamiką najczęściej takie znajomości szybko się kończą ze względu na niedojrzałość którejś ze stron. Jednak, gdy istnieje pewna równowaga i w powietrzu jest ta nieuchwytna wzajemna fascynacja to mimo tych dołków każdemu takiej pozytywnej huśtawki życzę. Poznaje się wtedy w pełni drugą stronę, a ten cały dysonans tylko dolewa paliwa do burzliwej znajomości, gdzie dzięki gorszym momentom te lepsze są prawdziwą wisienką na torcie.

6 myśli nt. „Emocjonalny RollerCoaster

  1. Stały Czytelnik

    No no, mam wrażenie, że ten tekst to mały ukłon w moją stronę, za co chcę serdecznie podziękować 🙂 Niemniej jednak – chociaż wytłumaczyłeś, na czym to polega – nadal ciężko mi to sobie wyobrazić w rzeczywistości. Nie, może inaczej. Nie mogę przywołać ze swej pamięci żadnego obrazu pary, która by w ten sposób właśnie postępowała. Rzeczywiście, tak jak już pisałem – znam albo ciapaków, albo takich “za bardzo” fifarafa, którzy, jak ładnie napisałeś, wypadli z wagonika. Chyba mało jest par, które fundują sobie takie emocjonalne sinusoidy? Albo jest inna możliwośc – zostawiają to w domu, dla siebie, a na mieście są potulnymi gołąbeczkami, co to sobie z dziubków wyjadają.

    Jedno jest pewne – nie znam takich ludzi 🙂 Sam również powoli zaczynam rozglądać się za wygodnymi papuciami, a i pilot od telewizora coś ostatnio wyślizgany się zrobił, i guziczki się pościerały, a baterie starczają na coraz krócej…

    Pytanie tylko jedno do Ciebie mam (a jakże). Czy taka, nazwijmy to, niestabilność emocjonalna – nie będzie męcząca na dłuższą metę? Próbuję to sobie wyobrazić, siedzę i siedzę, myślę i myślę. I wydaje mi się, że (co zresztą już wcześniej pisałem), o ile w początkowej fazie związku, taki rollercoaster dolewa żaru do ognia, podsyca wzajemną fascynację, o tyle, już po tej fazie “motyli” – może być zwyczajnie męczący. Wszakże ile można grać w sapera, i uważać, by nie wdepnąć na minę? Czasem ma się ochotę przejść po dywanie, najlepiej czerwonym, na końcu którego będą otwarte ramiona naszej drugiej połówki, bez żadnych psikusów ani złośliwości, tak po prostu, tak o 🙂

    Albo może inaczej. Kuba – powiedz, ile trwał Twój najdłuższy związek, podczas którego stosowałeś te “metody”? Albo, jeśli masz jakiegoś znajomego, który tak postępuje – powiedz ile jego związek trwa, bądź trwał? Chcę po prostu jakiegoś potwierdzenia, że “tak, to działa, przetestowane, sprawdzone, atest Instytutu Matki i Dziecka, Testowane na zwierzętach” 😉 Chcę potwierdzenia, że w późniejszych fazach związku – te metody również działają.

    I jeśli to działa – będę musiał mocno przemyśleć parę spraw, i być może zrewidować kilka poglądów…

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Taki zdrowy rollercoaster jest raczej dla dorosłych mentalnie par i tylko dla nich, bez potrzeby afiszowania się. Nie ma nic gorszego niż pranie pewnych spraw przy pomocy osób trzecich lub gorzej włączanie ich do intryg albo robienie z nich świadków jakiś dziwnych zachowań. Niestety to są symptomy, że coś jest nie tak w danej relacji i jedno drugiemu robi specjalnie na złość. To nie jest rollerCoaster tylko bardzo żenujące i przykre postępowanie. W pewien sposób mocna przesłanka, że nie są dla siebie. Niektóre sprawy dzieli się wyłącznie z drugą osobą w relacji jako element wspólnej bańki, gdzie czasem jest lepiej bądź gorzej, gdzie oddalają się i przyciągają jak sprężyna, raz naciągnięta czy rozciągnięta, ale jednak będąca pewnym spoiwem. Niestety to co często obserwujemy to relacje typu gwóźdź i młotek jak opisane w: https://mentago.com/naucz-sie-na-mojej-historii-powiedzial-kolega/
      Z pewnością co za dużo to nie zdrowo, szczególnie jeśli znajomość trochę trwa i nie tyle prędkościomierz co przebieg, jeśli nawet w małym odcinku czasu wymaga aby na chwilę się zatrzymać. Zwykle w sytuacjach podbramkowych np kolejnego zejścia się, gdzie czas się zastanowić nad tym co z tej sinusoidy dla nas działa. Może lepiej wtedy wybrać te elementy i na nich się skupić, ponieważ ile można się tak mocno docierać.
      Granie w sapera bardziej przypomina mi chore negatywne relacje jak z podanego linka, gdzie nie ma szacunku i tej dobrej strony do której się wraca. Niestety wiele związków posiada już tylko tą złą, a jedyną sprężyną są o dziwo dwie połączone z hipoteką.
      Te dobre strony powinny być uwypuklone i nad nimi powinno się popracować, tym bardziej gdy energia słabnie, coś nad czym sam muszę ostatnio popracować niezależnie od warunków.
      Na ostatnie pytanie ciężko mi odpowiedzieć. Kiedy jest się w takiej relacji, ale dobrej to jak mówią “enjoy the ride”, a ile ona potrwa? Jak mnie dziś pytasz to na teraz u mnie prawie miesiąc i znowu mam moment, że trudno określić czy coś z tego będzie czy nie. Dokładnie tak, jedyne co jest pewne oprócz zabawy oraz czasem kubłów zimnej wody to niewiadoma. Kilka razy miałem zresztą jak i ona z mojej strony, gdy zerkałem na telefon i nową wiadomość lub przed samą rozmową telefoniczną, pojawiła się myśl czy to nie nasza ostatnia wymiana zdań. Wiem że brzmi to banalnie czy szczeniacko, ale na pewnym etapie wiele rzeczy potrafi się stonować, gdzie mniej znaczy więcej. Innym razem natomiast jest kompletna erupcja itd. Nadchodzi jednak moment, kiedy obie strony widzą, że tak się nie da dłużej bo właściwie ile można tej intensywnej jazdy znieść. Oczywiście, że tych gorszych momentów jest coraz mniej, ale one jakoś bardziej się kumulują i zapadają w pamięć jeżeli zbliżają się do granicy, której nie powinno się przekroczyć. Piszę w ogólnikach, gdyż każda relacja jest inna, a to co opisywałem działa w moim przypadku, gdy obie strony operują na równych zasadach. Czy to działa na długa metę powiem później 😉

      Odpowiedz
      1. Kolorowa

        Wszystko działa. ..nawet na dłuższą metę. Tylko z całego kotła tych różnych, przeróżnych emocji sztuką jest wybrać te najlepsze i się nimi po prostu “karmić “. ON czasami jest niedozniesienia ale daje mi też inne emocje. Te dobre emocje. Potrafię wybrać i “karmie sie” NIM. Czasami warto być z kimś w “nie związku “. Ciągle jest ciekawie i obie strony walczą, zabiegają o sobie. Ale bywają też chwile jak “ciepłe kluchy” :)))

        Odpowiedz
        1. Kuba Autor wpisu

          momenty jak ciepłe kluchy to zwykle zapowiedź jakiejś nieoczekiwanej bomby, często pod wpływem chwili, spontanicznej. Taki dysonans z tymi szczególnie dobrymi wspomnieniami przydają się by wspomnieć ten żar, który rozgrzeje w te mokre deszczowe dni

          Odpowiedz
          1. Stały Czytelnik

            Czyli konkluzja jest taka – jak “za dobrze” to też niedobrze.
            Czyż nie mam racji? 🙂

            Pora chyba jakiegoś pejcza ukręcić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *