Jak pokonać nieśmiałość?

Jest to ciężka przypadłość, dlatego jako wstęp polecam napisaną przeze mnie esencję z książki o nieśmiałości Profesora Gilmartin’a, który dość dobrze zbadał jej źródła. W zasadzie jest to fobia społeczna uniemożliwiająca funkcjonowanie na miarę swoich możliwości, gdzie osoba sama ogranicza się w swojej ekspresji ze względu na strach. Może być to lęk przed oceną, wzbudzeniem konfliktu, konsternacji czy ośmieszenia się w najprzeróżniejszych sytuacjach zarówno już z poznanymi osobami, jak i obcymi. W pewien sposób nieśmiałość to próba ograniczenia potencjalnego niebezpieczeństwa z zewnątrz, w szczególności, gdy ma się niskie poczucie własnej wartości. W praktyce osoby z tą przypadłością są: skryte, ciche, nieufne, zagubione, ale wewnątrz nich rozgrywa się prawdziwa batalia różnych emocji. Z jednej strony ogromna chęć przezwyciężenia nieśmiałości, a z drugiej ciągły niepokój, że nie da się rady. Niestety końcowy etap to zwykle pogodzenie się z tą słabością, co zwykle prowadzi do braku asertywności czy rozwoju jakiejś formy syndromu Mr. Nice Guy.

Kilka zdań Kamila o swojej nieśmiałości

Cześć, fajnie że prowadzisz bloga i opisujesz te sytuacje, pewnie wielu dzięki temu co robisz pomogłeś. Twoje rady, może i trafne, ale najpierw trzeba mieć tak zwana pewność siebie aby wykonać pierwszy krok. Jest to przeszkoda dla osób takich jak ja, nieśmiałych. Od kiedy pamiętam byłem nieśmiały i co z tym wiązało się rzadko zabierałem głos, nawet na spotkaniach rodzinnych, bałem się coś powiedzieć. Tak więc widzisz dla osób nieśmiałych, podejście do osoby nieznajomej, nie ważne czy jest to kobieta, czy mężczyzny, jest barierą której nie da rady obejść. Nawet jak zmuszę się żeby podejść do osoby nieznajomej, to nie wyduszę z siebie żadnego słowa, nie mówiąc o utrzymaniu kontaktu wzrokowego. Przez co, czyje się jakby gorszy. Kiedyś przeczytałem, żeby zacząć ćwiczyć. W swoim pokoju urządziłem sobie małą siłownie, aby wreszcie nabrać masy mięśniowej, której nie mam zbyt dużo, ale jakoś nie widzę poprawy z moja nieśmiałością. Trochę zajęło mi czasu zmuszenie się do napisania tego listu, na pewno gdybym Cię znał to nie napisałbym tego a w realu nie powiedziałbym nikomu. Jeśli chcesz możesz go anonimowo opublikować.
Pozdrawiam.

Najważniejsze, że rozumiesz swój problem oraz starasz się coś zmienić. Nie ma nic gorszego niż życie we własnej klatce. Sam coś o tym wiem.

Krótka historia z życia

Pewnie nikt nie uwierzy, ale miałem w swoim życiu ciężki epizod z nieśmiałością, więc nikt mi nie powie, że nie da się czegoś z tym zrobić. Zasadniczo byłem dość żywym dzieciakiem do końca podstawówki, trochę zadziornym, ale przejście do nowej szkoły to była już jedna wielka katorga. Otóż kamienica, w której mieszkaliśmy, została sprzedana i zaczął się etap wyrzucania lokatorów. Było to o tyle przykre, że wielu emerytów zostało oszukanych, ale dwie rodziny się nie dały. Wtedy zaczęły się akcje, o których można czasem usłyszeć w TV, czyli: groźby, wyłączanie prądu, wody, zalewanie mieszkań, próby włamań, dewastacje itp. Brakowało tylko podpaleń piwnicy, o czym coraz częściej się obecnie słyszy. Koniec końców wszystko dobrze się skończyło, ale kiedy wszyscy gówniarze zapoznawali się z sobą w nowej budzie, ja siedziałem jak nieobecny zastanawiając się, czy w tych pustych murach, wracając nie dostanę po głowie. Przyznam, sam się dziwię, że jakoś to wszystko wytrzymaliśmy, ale trochę to wszystko się na mnie odcisnęło. Gdy już sytuacja się uspokoiła po przeniesieniu się do nowego lokum, wiedziałem, że to nie normalne, że jestem taki cichy, Powoli wychodziłem z tego marazmu. Oczywiście byłem gaszony, bo po roku grupa była w miarę już określona. Stopniowo jednak krok po kroku zaczęło się coś zmieniać na lepsze, ale sporo tej dawnej żywiołowości się ulotniło. Późniejsza historia już została przez mnie opisana w retrospekcji, gdzie studia, poświęcenie się pracy oraz nauce ugruntowały mój introwertyczny charakter.

Mam szczerą nadzieję, że każdy z tą przypadłością spojrzy realistycznie na siebie i wreszcie wbije sobie do głowy, że nie ma innej drogi prócz zderzenia się z rzeczywistością. Nieśmiałość u swoich podstaw, gdy oddzielimy całą emocjonalną otoczkę, wynika z braku doświadczeń na wielu polach. Przykładowo, sam miałem kiedyś etap, że dobrze rozmawiało mi się jeden na jeden, ale gdy trafiłem do grupy kilku osób, szło mi tragicznie, szczególnie nieznanych. Właściwie tylko przysłuchiwałem się konwersacji. Gdyby ktoś dzisiaj to przeczytał z obecnych znajomych pewnie by nie uwierzył, ale tak miałem. Rozwiązaniem było zmuszenie się  do wtrącania na siłę swojego zdania, nawet jeśli nie zawsze było według mnie trafne. Oczywiście, że wiele razy kończyło się strzałem jak kulą w płot, ale przekraczanie kolejnych barier było ważniejsze niż ocena kogokolwiek.

Podstawowe pytanie, które każdy nieśmiałek powinien sobie zadać to: jak długo mam czekać na swój punkt krytyczny, by wreszcie coś zmienić? Nie tylko negatywnie wpływa to na samoocenę, ale staje się często błędnym kołem ograniczającym rozwój na wielu polach, szczególnie wobec budowania więzi z kobietami.

Jak przezwyciężyć nieśmiałość?

W praktyce trzeba przełamać stare schematy, wrzucając się w nowe sytuacje, dosłownie na głęboką wodę. Często okaże się, że strach przed nieznanym to wyłącznie był nasz wymysł, a nawet jeśli coś głupiego się stanie to przecież i tak większość osób szybko o tym zapomni. Nie ma co uciekać do własnego, bezpiecznego kokona, wręcz przeciwnie. Kilka dobrych rad nie tylko dla Ciebie Kamil, ale dla wszystkich ze skrajną nieśmiałością:

  • Zaakceptuj, że obecny stan z każdym dniem będzie się tylko pogarszał i jest to większy kumulujący się ból, niż krótkoterminowy, gdy przezwycięża się swoje bariery. Tak naprawdę może być już tylko lepiej, ale wymaga to stanowczej decyzji o potrzebie zmiany oraz działania.
  • Zapisz się na kurs tańca, nie dość, że zawsze tam facetów jak na lekarstwo, to często zmienia się na zajęciach pary, co jest okazją do poznania wielu dziewczyn. Nie chodzi o szukanie żony, ale nawet najbardziej błahe konwersacje mogą być kamieniem milowym w pozbywaniu się nieśmiałości.
  • Ćwicz kontakt wzrokowy chodząc po mieście. Widząc kobietę idącą z naprzeciwka, lekko się uśmiechaj i patrz jej w oczy aż do momentu, gdy się miniecie. Ważne, aby było to ciepłe spojrzenie, a nie jak Reksia na kawał schabu. Na początku oczywiste jest, że będziesz uciekał wzrokiem, ale konsekwentnie wydłużając czas kontaktu z każdą kolejną kobietą podbudujesz swoje poczucie wartości. Co ważne, nic to nie kosztuje i nie wymaga bezpośredniej interakcji.
  • Pamiętaj, że na obecnym etapie, gdzie po uszy siedzisz w tej fobii nie istnieje pojęcie jak porażka, wszystko jest lekcją, która przybliża Cię do normalności.
  • Kolejnym ćwiczeniem jest pytanie ludzi na ulicy, udając zagubionego turystę np. odnośnie drogi, najbliższego supermarketu, godziny itd. Nie martw się, że możesz dukać, to absolutnie normalne i przejdzie, gdy uzmysłowisz sobie po wszystkim, że nie było wcale tak źle.
  • Przestań myśleć o czyiś opiniach na swój temat, nawet jeśli zagadujesz o drogę i coś dziwnego się stanie, np zawiesisz się to podziękuj i idź w długą. Pamiętaj, że osoba z którą rozmawiałeś najwyżej przez krótką chwilę będzie się zastanawiać co się właściwie stało i wróci od razu do swoich spraw. Zatem nic się nie ryzykuje wykonując takie ćwiczenia.
  • Wielu nieśmiałych ma tendencję do rozmawiania bardzo cicho, co zdradza ich niepewność. Czytaj zatem codziennie jakiś tekst przez kilkanaście minut na głos, ale w zdecydowany, głośny sposób. Nie bój się również gestykulować co pozwoli na większą ekspresję. Wszystko razem wyrobi bardziej stanowczy, zauważalny obraz Twojej osoby, co pomoże w asertywności.
  • Nie chowaj się w swojej jaskini. Jeśli jesteś studentem, staraj się uczyć w miejscu, gdzie masz dużo rówieśników np. w popularnej bibliotece, kawiarni, w parku etc. Odcinanie się od świata oraz uciekanie w gry czy uzależnienia pogłębiają nieśmiałość.  Ćwiczenia w domu mogą być dobre dla zdrowia, ale pomyśl o grupowych eventach jak jazdy na rolkach, biegi, gry zespołowe itp, pełno jest takich w internecie.
  • W miarę kolejnych postępów nie spoczywaj na laurach, przesuwaj swoją granicę komfortu robiąc rzeczy, które wcześniej wywoływały lęk. Tylko w ten sposób można szybko nadrobić stracone lata. Jedź na jakiś festiwal, wycieczkę, nawet w ciemno, dosłownie wrzucaj się w całkowicie nowe sytuacje, aby przełamać rutynę i stymulować się nowymi bodźcami.
  • Nie wierz w cuda, mające ułatwić przezwyciężenie nieśmiałości. Nic nie ma takiej wartości jak własne doświadczenie pozwalające na skokowe pokonywanie kolejnych granic.

Kilka słów na koniec

Trudno o lepszą satysfakcję, niż spojrzenie wstecz oraz refleksja, że przełamało się osobiste słabości. Nie da się tego kupić, można tylko osiągnąć własną pracą, co jest najlepszym źródłem tej mitycznej pewności siebie. Ostatnim najważniejszym punktem w pozbyciu się nieśmiałości jest przede wszystkim pozytywne myślenie. Ciągłe zamartwianie się rzeczami, które niewiele mają z rzeczywistością wspólnego, trawiące nas od wewnątrz, to nie tylko praca na cały etat. To znak, że czas wyzbyć się tych ograniczających nas łańcuchów i zacząć żyć jak normalny człowiek. Gdy się nad tym zastanawiam, nad zagłuszeniem jakiś podkopujących myśli, przypomina mi się scena z jednego filmu, gdzie Harego Krisznę zamieniono w BadBoy-a…

Tak, czasem warto wrzucić wreszcie na luz i przestać brać wszystko śmiertelnie poważnie.

17 myśli nt. „Jak pokonać nieśmiałość?

  1. ja2134

    Jakie to proste, po tym wpisie odmienię swoje życie! Wystarczy tylko przecież “uwierzyć w siebie” i “wyjść do ludzi”. I oczywiście zawsze polecany kurs tańca – najbardziej stresogenna sytuacja dla nieśmiałego jaką można sobie wyobrazić. Takie mądrości jak ty wypisują ludzie którzy nie mają pojęcia jakim problemem jest nieśmiałość.

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Niestety nie jest proste i nawet nie piszę w takim tonie, w zasadzie cały blog opieram na szczerym założeniu, że większość sytuacji, które się doświadcza jako facet mają znamiona porażki. Niby gdzie jet to “Uwierz w siebie” ? Może tak inni piszą, ja przeciwnie, zwracałem uwagę zawsze, że nie będzie łatwo, opisywałem nie raz jak w różnych sytuacjach miałem miękkie nogi, bądź sucho w ustach w reakcji na różne okoliczności. To jest codzienność wystawiania się poza znane nam granice.
      “Wyjście do ludzi”, przyznaję jest moje i nikt lepiej niż ja Tobie nie powie, że nie ma alternatywy. Jeżeli myśli się o długoterminowym podejściu, to zmiany krok po kroku, gdzie umysł wraz z organizmem adaptują się do kolejnych stresujących warunków, są jedynym sposobem na przezwyciężenie nieśmiałości. Schemat jest zawsze ten sam niezależnie od danego jej poziomu. Dla jednej osoby stresujące może być poproszenie o kawałek wędliny przy ladzie w sklepie, a dla innej zagadanie do obcej osoby. Czy powtarzanie sobie w lustrze jakim jest się super, pomoże? Wątpię. Czy zmuszenie się do działania, doświadczenie tego stresu, a następnie odejście z mocno bijącym sercem w spokojniejsze miejsce pozwoli odmienić swoje życie? Ja nie wierzę w cuda, wianki, ale właśnie takie sytuacje, gdzie dawkuje się stres i przekracza kolejne bariery, umożliwiają rozwiązanie w pewnej perspektywie tych problemów. Chętnie natomiast nie tylko ja, ale też inne osoby przeczytamy Twoje doświadczenia. Nie są to sprawy proste, a konsekwencje nieśmiałości są druzgocące dla nas mężczyzn, gdyż ograniczają nasz potencjał. Zastanówmy się zatem jak można im zaradzić.

      Odpowiedz
      1. ja2134

        Nie chcę nikogo tutaj urazić, ale zawsze irytowały mnie stwierdzenia typu “jestem nieśmiały bo mam miękkie nogi i sucho w gardle gdy podchodzę do obcej dziewczyny”. I udzielanie przez takich ludzi złotych rad “bo ja wyszedłem z nieśmiałości”. I zazwyczaj takich porad udziela ktoś, kto świetnie radzi sobie w każdej sytuacji społecznej, podrywa dziewczyny, tylko “głęboko, w środeczku czuje niepokój”. Ale jak to się ma do sytuacji takich osób jak ja – 27-letniego faceta, który nigdy w życiu nie miał żadnych pozasłużbowych relacji z kobietami? Co ma wspólnego lekki niepokój (moim zdaniem zupełnie normalny) przy rozmowie z obcą osobą z panicznym strachem, pustką w głowie i chęcią ucieczki jak najdalej? Uwierz mi, nawet gdybym się przemógł i na siłę do kobiet zagadywał, na pierwszy rzut oka widać że z tym gościem jest coś nie tak. Próbowałem nawiązywać czysto koleżeńskie relacje z dziewczynami z którymi pracowałem, albo z którymi mieszkałem. Zawsze kończyło się tak samo – krótkie rzeczowe odpowiedzi z ich strony, na pytania typu “co u ciebie” i jak najszybsze zakończenie przez nie rozmowy. Musi być coś w zachowaniu czy sposobie mówienia co zdradza, że gram i udaję, że lepiej się trzymać ode mnie z daleka.
        Ja się już raczej przyzwyczaiłem i nauczyłem z tym żyć, nie narzekam. W sklepie o kawałek wędliny poprosić umiem. A że nie będę miał dziewczyny – można z tym żyć. Ma to nawet swoje zalety. Ale jak natrafiłem na ten wpis i kolejny raz przeczytałem “wyjdź do ludzi” to stwierdziłem, że spróbuję wytłumaczyć jak to jest być nieśmiałym.

        Odpowiedz
        1. Kuba Autor wpisu

          Nikt tu się nie obraża. To są zbyt poważne sprawy i w pełni rozumiem Twoje wkurzenie. Uwierz, strach nie jest mi obcy i nie piszę tego w celu licytowania się, tym bardziej że każdy przechodzi to inaczej. Co więcej, popełniłem tyle błędów w sytuacjach społecznych, że nie raz było ciężko się z nich wygrzebać, ale jakoś podnosiłem się i szedłem dalej…
          Czyli w typowych codziennych okolicznościach nie masz problemów, to już jest pewnym punktem wyjścia. Piszesz o swoim zachowaniu co świadczy pewnie o nieintencjonalnej chęci przypodobania się kobietom, a w efekcie najczęściej w jej oczach kończy się wizerunkiem proszącego faceta. O uwagę, wysłuchanie itd. Typowe objawy Mr. Nice Guy. Jednak u podstaw wydaje mi się coś innego problemem. Raczej nie chodzi o nieśmiałość jako taką, ale sam fakt, że nigdy nie byłeś blisko z kobietą. Z biegiem lat te braki się kumulowały, a w konsekwencji manifestują się dziwnym zachowaniem. Ten paniczny strach, o którym wspomniałeś to jest właśnie ta granica, która nie została przekroczona. Wcale nie jest to tak rzadkie jak się wydaje i naprawdę jest trochę dorosłych facetów, którzy nie zaznali intymności z kobietą. Jak zatem może ona oczekiwać tego drapieżnego błysku w oku, który jest niezwykle seksualny. Próbujesz parę razy coś zmienić, ale złe reakcje niestety utwierdzają Cię w przekonaniu, że się do tego nie nadajesz. Nic dziwnego, że na końcu pogodziłeś się ze swoim losem. Kurczę naprawdę, skąd ja znam tą historię.
          Dam Tobie ważną radę. Pamiętaj, że bardzo ciężko jest zmienić opinię kobiet o sobie ze swojego kręgu, gdy już w pewien sposób Cię zaszufladkują. Widząc Twoje zachowanie w różnych sytuacjach doszły do wniosku, że nie radzisz sobie z nimi najlepiej. Zwykle również plotkują, więc takie opinie szybko się rozchodzą i może powstać nieciekawa aura wokół Twojej osoby. Nie chodzi o to, że są złe, po prostu takie są baby. Co ciekawe może to działać na korzyść faceta, gdy im się podoba, podnosząc jego wartość w oczach innych. Nie bez przyczyny kobiecy język jest jej najlepszą bronią. W każdym razie próbowałeś nawiązać relację ze złym targetem. Po pierwsze daj sobie z nimi spokój, po drugie szkoda czasu na koleżanki, bo masz sporo do nadrobienia. Na Twoim miejscu wykorzystałbym Tindera, aby zacząć czystym kontem z nieznanymi kobietami. Jasne, że nie będzie łatwo, ale z pewnością nie będziesz tracił czasu jak z tymi znajomymi. Spotykaj się na kawę z tej apki, nie licząc na cokolwiek, ale ćwicząc rozmowę, zachowanie. Jasne że pierwsze 10 czy 20 nie będzie chciało kontynuować znajomości, bo zazwyczaj skończy się na jej wrażeniu wywiadu dziennikarskiego albo że coś innego jest nie tak. Te doświadczenia będą jednak kamieniem milowym, gdyż każde kolejne spotkanie będzie spokojniejsze, mniej nerwowe, z większą pewnością siebie np patrząc jej w oczy. Jasne, że się wtedy wkurzysz, że właściwie nic nie idzie do przodu. Będzie to wtedy znak, że czas być bardziej zadziornym, wplatając w konwersację pewne żarty o niej, podteksty itp.

          Odpowiedz
          1. ja2134

            Tindera próbowałem. Ze zdjęciem, bez zdjęcia – zawsze zero dopasowań. Co do kobiet z tego samego kręgu – studiowałem i pracowałem w innym mieście niż kończyłem wcześniejsze szkoły, pracowałem i mieszkałem za granicą – te same reakcje.
            Dzięki za odpowiedź. Miałem moment słabości, nawet nie wiem czemu na parę dni wróciłem do użalania się nad swoim losem, odwiedzania phobiasocialis, nadopaminie i innych dziwnych miejsc w necie. Ale weekend się kończy, od jutra można myśleć o pracy, siłce, rowerach i innych przyjemnych rzeczach a nie o babach.
            Pozdro!

  2. Kuba Autor wpisu

    Zero dopasowań? coś nie tak.
    jak chcesz podeślij mi info na maila co powstawiałeś do Tindera. Strach pytać, ale nie piszesz że zablokowali Tobie konto, więc coś na pewno da się zaradzić.

    Odpowiedz
  3. ja2134

    Taka uroda… Jakby mi zablokowali konto za wygląd to już całkiem bym się zamknął w sobie;)
    Jak dla mnie temat wyczerpany, dzięki za chęć pomocy.

    Odpowiedz
  4. Kamil

    Dzięki za odpowiedz na mail-a, nie musiałeś. Chciałem ukazac problem z punktu widzenia nieśmiałego faceta. Tak jak napisałeś nie mam żadnego doświadczenia z kobietami i to mnie doluje. Postaram się to zmienić, myślę nawet aby zatrudnić się na kasie, gdzie jest wymagany kontakt. Na taniec teraz nawet nie odważyłbym się zapisać.

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Ok, skoro zajęcia tańca są zbyt wysoką poprzeczką to pomyślmy co można znaleźć łatwiejszego, ale nadal problematycznego, będącego wyzwaniem, coś, co pozwoliłoby postawić kolejny krok naprzód. Jest pełno różnych zajęć w grupie, na które można uczęszczać jednorazowo jak lekcje jogi itp, zresztą nawet tańca.
      Może to głupie, ale ja zawsze staram się podejść do takich sytuacji jak do gier wideo z nieograniczoną ilością żyć. Dziwnie to brzmi, ale z perspektywy chęci osiągnięcia celu, nawet jak coś pójdzie nie tak, to można zacząć jeszcze raz. Przykładowo można pójść tylko na jedno grupowe szkolenie i nawet jeśli stanie się coś strasznego to ma się kolejne “życie”. Następnie idzie się na inne zajęcia (osobna szkoła, miejsce itp) z całkowicie obcymi osobami. Zatem każde takie doświadczenie, niezależnie jak się skończy rozpoczynane jest z czystą kartą. Wszystko staje się grą z nieskończoną ilością szans na przezwyciężenie swojej nieśmiałości, gdzie wręcz zakłada się, że każde podejście skończy się jakąś porażką, ale odcina się późniejsze jej efekty. Np. że ktoś mógłby przypominać jakieś sytuację, oceniać, śmiać się etc. Mimo jednak, że jest to “porażka” to ciągle poruszamy się do przodu, jesteśmy w nowych sytuacjach i z czasem stają się czymś normalnym, mniej stresującym. U podstaw jednak jest akceptacja, że cokolwiek by się złego nie stało, to inne zajęcia rozpoczynamy w nowych warunkach. Dzięki temu wszelkie negatywne konsekwencje, opinie o nas, najczęściej wydumane zostawiamy za sobą. Jasne, że zawsze będzie jakaś dawka stresu, ale nie ma innej opcji jak doświadczanie. Nie ma drogi na skróty w temacie nieśmiałości.
      Najgorszą rzeczą to pogodzenie się z nią, czy wręcz pielęgnowanie problemu poprzez dorabianie kolejnych wymówek czy racjonalizując swój obecny stan. Bo jak tak mam, bo taki jestem itd…

      Odpowiedz
      1. ja2134

        A moim zdaniem dla niektórych lepiej byłoby pogodzić się ze swoją nieśmiałością i przestać na siłę udawać kogoś innego. Ja odkąd przestałem przejmować się tym że nie mam dziewczyny, nie mam już “kolegów” którzy cisnęliby ze mnie bekę, porównywać się z innymi jestem szczęśliwszy. Taki jestem i tak już zostanie. Nie trzeba się koniecznie przejmować co myślą o tobie inni, tylko żyć swoim życiem.

        Odpowiedz
        1. Kuba Autor wpisu

          Nie przejmowanie się zdaniem innych, a w szczególności kobiet to jest krok w dobrym kierunku. Kiedy przestałem podchodzić do tego wszystkiego jak do walki na śmierć i życie to zaczęłobyć o wiele łatwiej. Rozszerzając swoje niewzruszone podejście na kobiety, nie martwiąc się ich opiniami czy reakcjami (pomijamy tu gości co biegają za nimi jak zwierzęta o czym kiedyś pisałem) okazuje się, że można tylko zyskać z każdym nowym doświadczeniem, niezależnie jak złe by nie było. Życie jest zbyt krótkie aby odmawiać sobie pewnych jego elementów, nie niezbędnych, ale barwnych przez co jest ciekawsze. Obudzisz się w wieku 60 czy 70 lat i co będziesz żałował, że nie spróbowałeś ? Kto mówi o udawaniu kogoś innego? Zawsze są rzeczy które można robić lepiej, a inne niepotrzebne pominąć bo przeszkadzają.

          Odpowiedz
          1. Stały Czytelnik

            Przestać udawać kogo innego? Pogodzić się ze swoją nieśmiałością?

            Brzmi jak jakiś wyrok. Pogodzić się z czymś…

            Że co? Że jak? Że co proszę?

            Powiem wprost – tu nie ma się z czym godzić. Krótka piłka – kim chcesz być? Co Ci siedzi w głębi serca?

            Jeśli Twoim marzeniem jest być nieśmiałym samotnym facetem – ok, tu nie ma się z czym godzić, spełnij się życiowo i bądź nieśmiałym samotnym facetem, voila 🙂

            Jeśli jednak Twój wymarzony ideał samego siebie wygląda nieco inaczej – to znak, że wcale nie próbujesz “udawać kogoś innego”, tylko chcesz zawalczyć o samego siebie, dążyć do ideału, a to się bardzo ceni…

            Oczywiście coś mogło pójść nie tak, i w końcu stwierdziłeś, że “dobra, ja już taki jestem, pieprzyć to, nie uda mi się zmienić”. Jasne. Tylko, jak słusznie Kuba prawi – obudzisz się z 50’tką na karku, z ręką w nocniku, i będziesz miał żal do świata, że zmarnowałeś sobie życie…

            Także, Pany – brać się do roboty i walczyć o siebie, póki jest chęć, siła, czas, i co tam jeszcze potrzeba 🙂 Czytać porady, i wcielać w życie, jak najszybciej, Bo potem będzie tylko gorzej…
            (i mówi to ktoś, kto jeszcze nawet palcem nie kiwnął 😀 Ale spokojnie, już niedługo i ja zacznę działać 😉 )

          2. Kuba Autor wpisu

            Bardzo nie docenia się siły nawet najmniejszych kroków naprzód, a czas niestety leci i to bardzo szybko. Szczególnie gdy ma się coraz więcej obowiązków. Na pewnym etapie wszelkie skutki nieśmiałości mogą bardzo się kumulować i na tyle spiętrzyć, że jest zrozumiałe, dlaczego bywa ciężko pewne rzeczy przezwyciężyć. To, co radzę to pogodzić się, że nie będzie łatwo i na siłę wdrażać kolejne zmiany. Nie chodzi o udawanie kogoś innego, bo cały czas i tak ewoluujemy. Sam jestem przeciwny aktorstwa w interakcjach na rzecz naturalnego postępu, gdzie samemu się wyznacza pewien kierunek. Czytanie bez końca też nie jest dobre, fajnie jest się podbudować pozytywnie, ale działanie nawet w najmniejszym stopniu pozwala przezwyciężyć nieśmiałość. Nawet patrzenie z uśmiechem kobietom w oczy idąc z naprzeciwka, nic nie kosztuje, a jest świetnym ćwiczeniem.

  5. Stały Czytelnik

    Chciałem potwierdzić te słowa: “Na pewnym etapie wszelkie skutki nieśmiałości mogą bardzo się kumulować i (…) spiętrzyć”. To jest FAKT!!! (podkreślić, pogrubić, wydrukować i powiesić na ścianie). NIEŚMIALI MAJĄ GORZEJ W ŻYCIU!!!!!! OSOBY ŚMIAŁE ZAŁATWIAJĄ WSZYSTKO OD RĘKI, OD RAZU (nawet w polskim urzędzie idzie się dogadać, serio, z gracją, wdziękiem i elegancją. A nieśmiali wyglądają jak spłoszone sarenki, które nie wiedzą po co przyszły i co tu robią. MÓWIĘ Z AUTOPSJI, bo doskonale wiem, jak to jest być zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie (czasem mam jakieś przebłyski śmiałości).

    Nieśmiałość i niezdecydowanie przekłada się niemal na wszystkie dziedziny życia, a już nie mówię nawet o samopoczuciu i wewnętrznych bojach ze samym sobą…

    Także jeszcze raz – Pany – do roboty – choćby się waliło i nie udawało – przeć przed siebie, wyznaczyć sobie cele, i do nich dążyć, jak najszybciej wcielać w życie, bo życie mamy tylko jedno, a u jego schyłku dopiero będziemy sobie zarzucać bierność i brak działania, tylko wtedy będzie już za późno…

    Odpowiedz
  6. ja2134

    Ależ ja właśnie jak stwierdziłem „dobra, ja już taki jestem, pieprzyć to, nie uda mi się zmienić” przestałem mieć żal do świata i poczucie, że marnuję życie. Po prostu zacząłem skupiać się na innych rzeczach niż mój społeczny niedorozwój. U mnie “walka” z nieśmiałością, zmuszanie się do rozmawiania z ludźmi, wywoływała tylko ciągłą frustrację i jeszcze większe przygnębienie. Gdybym dalej to robił, to na pewno obudziłbym się jak samotny, nieszczęśliwy pięćdziesięciolatek.
    Dokładnie takie mam marzenie: być nieśmiałym, samotnym ale za to samowystarczalnym finansowo, mającym pasje w życiu facetem. A nie bardzo rozumiem co wy tu proponujecie – że odmienię całą swoją osobowość i pójdę na pierwszą w życiu randkę z kobietą w wieku 30 lat? Gdzie są kobiety które by w takiej sytuacji nie uciekły? I co ja bym jej powiedział? Jak zaczął? Cześć czy dzień dobry? Czy podać jej rękę, czy pocałować w policzek czy co? Ja takich rzeczy nawet nie wiem (uwierzcie, że są na świecie ludzie którym nie przychodzi to naturalnie, ale którzy muszą myśleć nad każdym słowem i gestem) a czas na naukę tego jest w wieku lat 15 – 17 a nie 30.

    Trudno jest patrzeć w oczy kobietom na ulicy jak kobiety odwracają od ciebie wzrok z daleka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *