Jak poradzić sobie z odrzuceniem?

Strach przed odrzuceniem jest niezwykle paraliżującym uczuciem, które większość z nas na pewnym etapie doświadcza. Pisząc z perspektywy faceta w temacie emocji wiem, że to zagadnienie może być nawet dla niektórych śmieszne. Również uważam, że nie powinno się iść za daleko, gdyż więcej można sobie uroić niż faktycznie pomóc. Jednak akceptacja oraz zrozumienie pewnych mechanizmów, wręcz rozkład na czynniki pierwsze, ma na celu wzmocnienie naszej psychiki. Sam również miałem ten problem i mam świadomość, że większość z nas, facetów w mniejszym lub większym stopniu posiada szereg cech, które składają się razem w obawę przed odrzuceniem, porażką czy inną negatywną konsekwencją.

Podobnie w sprawie Miłego faceta, mężczyźni bojący się odrzucenia mają zwykle jedną, bądź kilka poniższych cech:

  • brak doświadczenia z kobietami
  • brak pewności siebie
  • lęk w sytuacjach bliższego, uczuciowego kontaktu z dziewczynami
  • strach przed wyjściem na głupka, pustka w głowie i związane z tym poczucie, że nie ma się nic do powiedzenia
  • obawa, że ktoś może dowiedzieć się o porażce
  • strach przed nieznanym. Często również paradoksalnie, sukcesem

Z punktu widzenia natury każda interakcja z kobietą jest pewnym testem nas samych z potencjalnym jej zainteresowaniem. Często ona nawet nie wie o naszych intencjach i wielu z nas kończy tylko marząc, zamiast skonfrontować się z rzeczywistością. Jest to podejście niezwykle nieefektywne dla obu stron, nie tylko czasu, zainwestowanych uczuć, wielu domysłów, ale przede-wszystkim frustracji. Jak ujęła Asia z poprzedniego artykułu, nie ma nic gorszego niż robienie sobie złudnych nadziei.

Typowa sytuacja, facet w końcu zebrał się zrobić pierwszy krok: poprosił o numer, zaprosił na kawę czy randkę, ale kobieta odmówiła. Czasem nie zrażając, się próbował ponownie, również inne kobiety. Niestety z mizernym skutkiem. Po kilku takich próbach daje sobie spokój i uznaje, że to nie dla niego. Otrzymał informację zwrotną, a jej interpretacja była jednoznaczna ze względu na sam ból, który powstał w chwili odmowy. To zabawne, ale raczej absolutnie każdy z nas w życiu na etapie np szkoły w jakiś sposób zdobył się na wyrażenie swojego zainteresowania. Nieważne czy to szczeniacki liścik, bądź jakakolwiek inna forma, ale zwykle przyznajmy, nie miało to jakiegoś większego zamierzonego efektu. Przykre jest to, że ten mało znaczący w całym życiu epizod, szczególnie jeśli było ich więcej, utrwala się obniżając nasze poczucie wartości w tej sferze. Czasem może się przerodzić to w lęk w bardziej bezpośrednim okazywaniu zainteresowania. Niektórzy w ogóle mają trudności z komunikacją w socjalnych sytuacjach. Zwracam mimo wszystko szczególną uwagę na fakt powszechnego strachu przed odrzuceniem. Znam wielu wygadanych gości oraz introwertyków jak ja i wiem, że jest to wspólny bloker. Nie bez znaczenia są również cechy Miłego Pana w postaci ciągłego poszukiwania akceptacji w celu minimalizacji porażki. Niektórzy wręcz poszliby w ekstremum w próbie aranżacji każdego możliwego elementu interakcji, aby osiągnąć sukces.

Przypomina mi się wręcz bohater filmu “Dzień Świstaka” i jego próby poderwania reporterki ucząc się wszystkiego, co ona lubi, aby poniekąd z boku stać się częścią jej życia. Tak jakby omamić ją idealną wersją siebie dostosowaną do niej, słuchając problemów, traktując zawsze dobrze w nadziej, że nie zauważy wślizgującego się ptaka. Szczególnie w dzisiejszych czasach totalnej społecznej paranoi kastrującej normalnych facetów przed wyrażaniem bardziej oczywistych znaków pociągu do kobiety, niejako zmuszając ich do takiego niby bezpiecznego podejścia. Wyraźnie oddzielmy się również od hołoty, która na wstępie wulgarnością chce pokazać, jacy to z nich super samce, mający na celu wybicie się na tle powszechnego syndromu Nice Guy. Jasne, zdecydowanie jeszcze można zrozumieć, ale to po pierwsze trzeba umieć robić, a dwa w swoim ekstremum działa tylko na specyficzny typ kobiet. Zintegrowany facet raczej bierze różne cechy, które mu pasują, tworząc własną wersję siebie, która dla niego działa, a nie ślepo idzie w jednym kierunku. Nawet będąc specjalnie bardzo miły, lecz silny psychicznie, niewzruszenie reagując na kolejne humorki, ale nieoczekiwanie pokazując inne swoje oblicze, tworzy się taki dysonans, że może się to skończyć początkiem jej zaciekawienia, chęci rozgryzienia z kim ma do czynienia. Nie oszukujmy się, że doświadczenie kobiet jest zwykle znacznie większe i po paru chwilach wiedzą czego mogą się po potencjalnym gościu spodziewać.

Wracając do tematu, jesteśmy w trochę gorszej sytuacji na wstępie, gdyż blokuje nas często małe  niewspółmierne często z rzeczywistością poczucie wartości, zwykle również w wyniku niewielkiego zainteresowania kobiet naszą osobą. Objawia się tutaj zwykle błędne przekonanie czy nawet wmawianie sobie negatywnych na swój temat przekonań. Zdajmy sobie sprawę wreszcie, że kobiety rzadko robią pierwszy krok w realnym życiu. W sieci ok, coraz więcej samych na wstępie mówi cześć, ale dalej oczekuje, że to Ty poprowadzisz rozmowę. A w realu? W prawdziwym życiu wiele z nich od dziecka jest kształtowana w poczuciu niezwykłej wartości, jaką jest ich uroda, zatem otrzymały pewien bonus na start. Skoro są tak cenne to, czemu samej robić pierwszy krok, chyba logiczne nieprawdaż? Jasne, że jest wiele innych dodatkowych społecznych elementów, jednakże na wstępie kobiety wewnętrznie czują się bardziej wartościowe. Zaznaczam, że to nic złego puki mieści się w normie, nawet plus jeśli napędza aby o siebie dbać. Co więcej, zwykle są to ogarnięte kobiety świadome, że fajnie dobrze wyglądać, ale liczą się również inne atrybuty. Takie egzemplarze jeszcze bardziej mogą obniżać nasze poczucie wartości, blokując do działania. W praktyce chęci wykonania pierwszego kroku kumulują się w postaci negatywnego nawyku oraz przeświadczenia, że jest się po prostu słabym itp. Często kończy się to dołem i negatywnym samo nakręcaniem.

Wielu facetów identyfikujących potrzebę pozbycia się cech Mr Nice Guy, którego kobiety traktują jak koleżankę z penisem, słusznie starają się wpierw zbudować życie wokół samego siebie. Podbudowanie własnej wartości to dobry wstęp i nie zawsze też musi się wiązać z zarobieniem fortuny. Chęć walidacji w takim układzie od innych osób się zmniejszy, gdyż sami staniemy się źródłem naszej większej wartości. Jako, że jesteśmy ludźmi czynu nie dziwmy się, że  robiąc na co dzień mało produktywne rzeczy, często nudne, bądź prowadzące donikąd, z których nie jesteśmy zadowoleni, kończymy z niską samooceną. Nie jest też łatwo podejść do siebie krytycznie, ale naprawdę zastanów się, czy sam z sobą poszedłbyś na randkę i dobrze się bawił? Bo jeżeli  ktoś nie wierzy w siebie, to często jest to szerszy problem. Oczywiście, że jest wielu ludzi sukcesu i mimo to nadal brak im działania. Tutaj natomiast objawia się najczęściej brak zdolności cieszenia się swoimi osiągnięciami. Zamiast poklepać się po ramieniu za dobrą robotę, karzą się, że nie udało się zrobić więcej, bądź lepiej.

Szukając walidacji u innych, inwestujemy duży zasób nadziei oraz innych uczuć przekazując władzę nad sobą kobietom. Kiedy nie akceptują nas z automatu, pojawia się refleksja, że musi być coś z nami nie tak. Niektórzy tą pseudo informacją zwrotną potwierdzają słabe poczucie własnej wartości, że nie jestem wystarczająco dobry, interesujący, przystojny lub z drugiej palety: nudni, z problemami itp. Łącząc te dwa mechanizmy, potęgujemy strach przed odrzuceniem, gdzie każda nawet coraz mniej ryzykowna interakcja z kobietą, staje się jak gra o coraz wyższą stawkę. W praktyce kończy się to pasywnym, niebezpośrednim podejściem jako kolega, gdzie kobieta może nie odczytać naszych intencji lub czekać, bądź zachęcać do pierwszego kroku. Koniec końców jakiekolwiek działania faceta są tak marginalne, że wręcz gwarantują mizerne rezultaty. Nie dociera również do nas podstawowa zasada, że ona wcale nie musi mieć tak dużych oczekiwań jak my. Dla nas jej wygląd na wstępie wystarczy i jesteśmy zainteresowani, dla niej to z kolei codzienność, a jeśli już to szuka innych atrakcyjnych cech w mężczyźnie, by go lepiej poznać.

Wszystko co opisałem, łączy się w wielokrotnie powtarzający się negatywny cykl sprawiający, że coraz gorzej czujemy się przy próbie zrobienia jakiegokolwiek pierwszego kroku. Potwierdzamy za każdym razem negatywne o sobie wyobrażenia. Skutkiem jest coraz silniejsze działanie potencjalnego odrzucenia, niezależnie czy to jest kobieta w pracy, na ulicy czy ławce obok. Brak doświadczenia, sukcesów tylko utwierdzają przekonania i jest to główny powód, że stoimy jak wryci chcąc coś zrobić, ale jednak jesteśmy sparaliżowani. Emocje po latach nawet mogły opaść, ale wyuczone zostało negatywne przeświadczenie o sobie w tej ważnej dla nas sferze. Zatem każdy kontakt z kobietą staje się lustrem naszych negatywnych przekonań, nawet jeśli nie jest to jej intencją. Są wręcz szkłem powiększającym naszych wewnętrznych rozterek. Nic dziwnego, że szuka się później bezpiecznych sposobów poderwania na około aby zminimalizować ryzyko odrzucenia. Paradoksalnie są one jednak gwarantem zerowych rezultatów i koło się zamyka.

Logicznie patrząc czym jest w praktyce odrzucenie dojdziemy do ciekawych wniosków. Kobieta gdy nie chce nas: lepiej poznać, dać numeru, wyjść z nami, najczęściej tak naprawdę kompletnie nas nie zna. Z pewnością jest mnóstwo dziewczyn, którymi kompletnie się nie interesujesz, nie wiesz jakimi są osobami. Mogą być atrakcyjne dla innych facetów, ale Ciebie jakoś nie ruszają. Sytuację komplikuje fakt, że my mając dość proste podejście do atrakcyjności zapominamy, że kobiety raz mogą być zainteresowanym jednym typem facetów raz innym.  Wyznajemy raczej zasadę “spread the seed” chcąc podświadomie mieć dostęp do wielu kobiet. Kiedy nie trafiamy w jej aktualny typ uznajemy, że z nami jest coś nie tak. Nie oddawajmy zatem tak wielkiej władzy nad sobą komuś kto nas kompletnie nie zna. Jasne, że w kontakcie z nieznajomą zaczynają się liczyć czasem inne rzeczy jak pierwsze wrażenie, mityczna pewność siebie itd, bo jest mało czasu aby się zaprezentować, ale miejmy świadomość, że to odrzucenie może być z całkowicie losowego powodu, na który nie mamy wpływu. No ale Kuba ja wiem, że moja tusza sprawia, że jestem nieatrakcyjny etc. Skoro wiesz to czemu nic z tym nie zrobisz? Są pewne elementy nad którymi mamy kontrolę i jesteśmy w stanie poprawić, ale nawet mimo to jej decyzja może być efektem  humoru w danym momencie. Przyjmując takie podejście do tematu można nawet stwierdzić, że taki termin jak odrzucenie nie ma racji bytu, istnieje natomiast małe lub duże zainteresowanie ze strony kobiety. Odrzucenie zatem to efekt potwierdzenia we własnej głowie swojej małej postrzeganej wartości w oczach losowej kobiety o losowym nastroju.

Realia są takie, że wszyscy mamy wady i nie jesteśmy idealni. Nasze wyobrażenia na własny temat w konfrontacji z rzeczywistością uwypuklają jednak te elementy, które można by poprawić. Gdy pierwszy raz podszedłem do kobiety na ulicy ledwo mówiłem słowa. Nadrabiałem na szczęście uśmiechem oraz kontaktem wzrokowym. W kolejnych podejściach mówiłem zbyt szybko, a z czasem po prostu robiłem to zbyt często przez co straciłem pozytywną energię. Sprawiłem sobie wolne, po czym wróciłem do zabawy. Później zrozumiałem że kiepsko mi idzie gadka o niczym albo przesadzam z ilością sms-ów. Następnie, że nie robię wyraźnego zakomunikowania, że nie szukam koleżanki, w sensie że mnie kręci itd. Za każdym razem w mniejszej lub większej formie towarzyszył mi strach, że coś może nie wyjść. Jak nie wychodziło, zamiast pomyśleć jak coś zrobić lepiej i zrozumieć, że to sytuacja w danej chwili została odrzucona, a nie pseudo dosłownie Ja, wkurzałem się na siebie, że jestem beznadziejny. W informacji zwrotnej szukałem tego potwierdzenia co jest irracjonalne, zważywszy na tak dużą ilość elementów na którą nie ma się kompletnie wpływu.

Jesteśmy w stanie zwiększyć swoje szansę pracując nad sobą, ale trzeba zaakceptować, że odrzucenie czy strach będzie towarzyszyło nam zawsze. Z czasem zacznie jednak słabnąć w miarę podejmowanych działań zwiększających nasze doświadczenie. W ten sposób tworzy się skill, dający tą “pewność siebie”. Idąc tym tropem im więcej się coś nie udaje tym mniejszy ma to na nas negatywny efekt. Pozwala również na dalszy rozwój po wyciągnięciu wniosków co można zrobić lepiej. Brak podjęcia pierwszego kroku z racjonalnego punktu widzenia jest wyłącznie efektem braku doświadczenia  w jego podejmowaniu. Gdy wyeliminujemy jakiekolwiek oczekiwania, które u podstaw po ewentualnej porażce są przyczyną bólu, będziemy mogli się skupić na nauce z mniejszym poziomem ryzyka do przeskoczenia. Zaakceptujmy, że jesteśmy słabi w danym temacie i pogódźmy się, że nie ma co liczyć szybko na sukcesy. Oczywiście starajmy się wszystko robić jak najlepiej i przede wszystkim cieszmy się z każdej interakcji. Nawet tej która nie wyszła, gdyż uczymy się w ten sposób, że brak zainteresowania sytuacją, którą stworzyliśmy jest czymś normalnym. Powiem więcej wykonajmy pierwszy krok z pełną świadomością, że się nie uda, zmniejszając nadzieje do poziomu gruntu. Nie ma nic lepszego niż uświadomienie sobie w takiej chwili, że większość naszych problemów jest w głowie, a tylko spinając się potęgujemy wszelkie urojone problemy. Prawdziwe są jednak negatywne emocje, które powstają, gdy pójdzie coś nie tak, ale to jest nieodłączna część procesu nauki. Jedynie ich akceptacja oraz przyglądanie się im oraz całej interakcji z boku pozwolą na szybszy powrót do równowagi wraz z zahartowaniem na różne sytuacje.

3 myśli nt. „Jak poradzić sobie z odrzuceniem?

  1. kh

    Kolejny racjonalny, wyważony wpis. Dzięki za niego. Można się dowiedzieć w jaki sposób podciągnąłeś się w tzw umiejętności rozmowy o niczym? Twoje gadki z tindera wyglądają całkiem spontanicznie

    Odpowiedz
    1. Kuba Autor wpisu

      Trzeba ćwiczyć, ale zależy to również od drugiej strony czy podłapie haczyk. Najlepiej wyobrazić sobie rozmowę z młodszą siostrzyczką, którą nie do końca traktuje się poważnie, ale ciągle się droczy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *