Mityczna pewność siebie

To co napiszę jest bardzo skorelowane z jednym z poprzednich wpisów o strachu i zachęcam do zapoznania się z nim.  Chciałbym opisać kilka przemyśleń na temat tzw. pewności siebie. Sam kiedyś robiłem dziwne założenie, że: jak będę pewny siebie to coś zrobię, to coś będę w stanie dokonać. Wiem, że większość tak ma. Jest to wymieszane z strachem, ewentualnymi konsekwencjami czy oceną, nie mówiąc o “porażce”, która może boleć. To ciekawe jak w jednym terminie zbiera się cała grupa rzeczy, które są czasami nie do końca uchwytne. Bo co to znaczy być pewnym siebie? Wydaje mi się że w większości przypadków jest to tylko pewna zaradność w danym temacie wynikająca z doświadczenia. Przykładowo, jest lider zarządzający zespołem, pewny siebie bo ogarnia grupę ludzi, podejmuje szybko decyzje i pcha projekt do przodu. Wtłacza wręcz w nich energię by parli ku nowym wyzwaniom. Z czego to jednak wynika? Ktoś powie z predyspozycji. No dobra, a one skąd są? W DNA ma zapisane że jest liderem zespołu? Ok to że jest wysoki może robić na grupie ciut lepsze początkowe wrażenie, ale kiedy przychodzi co do czego to będzie za mało. Może zatem to kwestia tego, że ta osoba sama kiedyś uczestniczyła w projekcie i uczyła się od kogoś. Z czasem przejmowała kolejne kompetencje i musiała dzielić się pracą z innymi poznając kolejne składowe rozwiązania. W końcu ogarnia dostarczane elementy końcowego produktu jako pewną całość, z wyższej perspektywy nie wnikając już nawet we wszystkie szczegóły. Nie tylko doświadczenie, ale samo poczucie, że ma się wiedzę wraz z praktyką na dany temat, sprawiają że wypadkową jest ta “pewność siebie w danym temacie”. Dodajmy do tego, że często się zjadło zęby nad problemami, bądź gorzej poniosło porażki co jest naturalne gdy eksploruje się jakąkolwiek dla nas nową dziedzinę. Inaczej mówiąc jest to wyłącznie kompetencja wynikająca z działania oraz doświadczenia. Tak naprawdę każdy z nas jest w czymś dobry, poświęcił dużą ilość czasu np na jakiś rodzaj sportu, albo w wąskiej dziedzinie zawodowej. Gdy jednak przychodzi do jakiegoś wyzwania, pojawia się wymówka: “nie mam pewności siebie”. To taki blokujący, czasem wygodny, zwalniający się z odpowiedzialności za siebie skrót, który chroni nas przed wymyślonymi negatywnymi konsekwencjami jakiegoś działania.

Jasne że czasem ta “pewność siebie” wydaje się sytuacyjna, że potrzebny jest impuls by coś zacząć, ale jak w każdej dziedzinie trzeba zaakceptować, że mogą być nieoczekiwane rezultaty. Czasem nawet nie przyjemne. Zadziwiające, że jest to takie jasne jak uczymy się jakiś nowych zdolności jak gra w squasha czy nowego języka. Oczywiście wtedy tak porażka nie boli, ale może czasem trzeba coś specjalnie spieprzyć by zrozumieć, że strach blokuje przed zyskaniem doświadczenia w danym temacie.

Podsumowując zanim powiemy sobie, że brak nam pewności siebie, musimy zrozumieć że zwykle to kwestia strachu przed czymś nowym, a ewentualne wymówki wynikają z braku praktyki na nowym polu.  Zdobędziemy je wyłącznie robiąc daną rzecz i popełniając błędy, nie ma innego wyjścia. To że nie jest coś łatwe, tylko wzmaga wyzwanie i jak się już ruszy to zwykle jest już łatwiej. Co więcej jest to dobre bo gdyby wszyscy zajmowali się daną dziedziną, nie blokowani strachem to byłaby duża konkurencja. Pewności siebie nigdzie się nie kupi, można ją tylko zdobyć samemu. Co jest ważne bo są bzdurne artykuły/szkolenia z pewności siebie co jest jakimś nieporozumieniem, gdy zrozumie się to zagadnienie u podstaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *