Moje pierwsze podejście

Na wstępie musisz wiedzieć, że nie biorę pod uwagę wcześniejszych znajomości wynikających z typowych miejsc jak szkoła, spotkania z przyjaciółmi czy praca. Pomijam na razie również wszelkie portale i apki, ale opiszę je w osobnym wpisie. Mając na myśli podejścia, rozumiem to słowo jako poznanie całkowicie nie znajomej kobiety na ulicy lub w podobnym miejscu, gdzie pojawia się dużo osób. Osobiście nie jestem zainteresowany klubami, to jakoś nie dla mnie, ale wiem że wielu ma tam sukcesy. Kolejna sprawa: nie przeczytasz na tym blogu historii o haremie, Czyngis-Hanie i innych dyrdymałach na które niektórzy w sieci chcą pozować.

Było to około dwa lata temu i zbiegło się z wieloma zmianami w moim życiu. To była niezła jazda, byłem już trochę sam i ten stan mi nie odpowiadał. Nie miałem jeszcze wtedy wyraźnego momentu, decyzji by rozpocząć czynne poszukiwania, raczej pochłonięty byłem bieżącymi sprawami.

Z perspektywy czasu wiem, że to były sprzyjające okoliczności i sam sobie się dziwię jak dobrze wszystko pamiętam w szczegółach. Może dlatego że to było pierwsze, nowe doświadczenie, przyznam również, że  trafiła w mój typ. Jeśli jednak oczekujesz wspólnego puszczania latawców to zaspojleruje, że koniec końców była to “porażka”. Ile jednak rzeczy sobie przypomniałem/nauczyłem się przy okazji po wcześniejszym długoletnim związku. Do dziś jestem sobie wdzięczny, że tak się potoczyło. Przy okazji warto zauważyć jak często “negatywne” doświadczenia po czasie zacierają się. Później dopiero jesteśmy w stanie zobaczyć ich pozytywną stronę.

Jadę z siłowni, ledwo żywy do domu i chyba to sprawiło że nie miałem sił na strach (btw na siłce zwykle biegam i jakieś normalne ćwiczenia bez chemii, dla samego zdrowia). Wchodzi Ona, na przystanku i siada jakieś 5 czy 7 metrów ode mnie, ale zwrócona w moją stronę w przegubowym tramwaju. Zainteresowała mnie od razu, bujny włos, kształtna normalna figura i ładna twarz. Na szczęście nie gapię się na nią jak jakiś zbok tylko zerkam kątem oka lekko się uśmiechając. Zauważa to i wtedy uważniej się jej przyglądam. W pewnym momencie wyciąga z torebki lusterko i pobieżnie coś sprawdza. Jedziemy tak kilka przystanków, ilość osób gęstnieje, aż za bardzo się nie widzimy i wysiadamy osobnymi wyjściami. Wychodzi, a ja po przepuszczeniu kilku osób innym wyjściem, widzę jak już stoi na przystanku sprawdzając rozkład przy innych ludziach. Mijam ją i stojąc znacznie dalej przy przejściu dla pieszych niedaleko mojego domu, coś mnie tknęło. W zasadzie nie wiem co konkretnie, przyznam że zrobiła na mnie wrażenie, a ze zmęczenia miałem w głowię oprócz tego pustkę. To dość ważne bo zwykle mam cały czas zaabsorbowany umysł sprawami i pierdołami, które się kłębią. Zawracam z powrotem do przystanku i mówię do niej z uśmiechem: “Wyglądasz jakbyś się zgubiła” bo ciągle zerkała na te rozkłady. I zanim pomyślisz że jestem legendą, zacząłem powoli czuć cały ten szajs, który miał na celu zblokowanie mnie, ale nie dawałem po sobie tego poznać. Odpowiada z uśmiechem mierząc mnie wzrokiem, że przesiada się bo jedzie na targi na spotkanie z koleżanką i szuka odpowiedniego połączenia. Wskazuje jej najlepsze. Dobrze zrobiłem że cały czas patrzyłem jej w oczy, na spokojnie, a jej wyraźnie się to podobało. Nagle dzwoni koleżanka, rozmawiają przez chwilę, a ja wykorzystuję ten moment by napić się łyka wody. Wtedy zdaje sobie sprawę że strasznie z tego wszystkiego spierzchły mi usta, chyba z faktu że oboje wiedzieliśmy że tematem rozmowy nie są jakieś głupie linie komunikacyjne. Fajnie rozmawiać sobie o niczym i jakoś spontanicznie idzie całość do przodu. Treścią nie są słowa, ale ta jakby wspólna bańka w tym danym momencie, to lekkie połączenie. Oczywiście przeciąga rozmowę gadając o pierdołach, a jakże… W oddali widzę że jedzie chyba numer, który sam doradziłem, pluję sobie w brodę. Kończy rozmowę i przyznam mam tu dziury w pamięci, gdyż jedyne co pamiętam to że coś mówiłem, ale czułem poddenerwowanie, dalej jednak patrzyliśmy sobie w oczy z uśmiechem a ja coś dukałem. W pewnym momencie mówi: “to chyba mój tramwaj”, wypaliłem że chciałbym jej numer. Kiedy widzimy że to jednak inny, słyszę że “mam jeszcze trochę czasu”. Pytam o imię i kontynuuje do Anetki, że chciałbym zaprosić ją na kawę. Wtedy jako drugi okazuje się że podjeżdża dobry tramwaj, jakimś cudem szybko mówi: “no dobra pisz”. Tak właśnie przy splocie wielu pozytywnych okoliczności poznałem Anetkę, która kończyła studia i była z innego miasta.

Wiem, że aż nadto jest to przesadzony opis z szczegółami, ale po tylu podejściach widzę że pamiętam ten pierwszy oraz inne pozytywne, które jakoś mnie fajnie zaskoczyły i w cale nie musiało się to kończyć spotkaniem. Zaznaczam że kolejne podejścia to była ciężka lekcja, wręcz hartowanie, gdyż wszyscy jakoś podświadomie nie ryzykujemy bo pojawia się możliwość odrzucenia. Działa to jakoś personalnie, a nasz przyjaciel umysł może mnożyć myśli że coś jest z nami nie tak itd. Zauważ, że paradoksalnie zakończenie jednego strachu – przed podejściem nie zwalnia z kolejnego np że coś się po drodze może spieprzyć.  Kobietom też zależy w większości i naprawdę się starają np na spotkaniu. Trzeba też jednak zaakceptować że nasza jest odpowiedzialność za wszystko, że coś pójdzie nie tak. Oczywiście pomijam sytuacje gdzie któraś ze stron pajacuje itd, to jest poza dyskusją i szkoda na to czasu. Pamiętajmy że kobiety mają naturalne prawo odmowy: podania kontaktu, w ogóle zaczęcia konwersacji w zasadzie, zgody na spotkanie, pocałunku itd. Tak po prostu jest w tym tańcu. Z drugiej jednak strony w teorii my mamy prawo podejść do każdej, ale każdy z nas wie jak to jest trudne. Podsumowując na starcie wydaje się że kobiety mają łatwiej, ale nie zawsze tak jest, bo generalnie kobieta sama bezpośrednio nie okaże zainteresowania. Raczej zachęci do zrobienia pierwszego kroku, uśmiechem czy nawet znalezieniem się blisko upatrzonego faceta z charakterystycznym odwróceniem się tyłem, wręcz zaprezentowaniem się. To jest naprawdę słodkie, ale oczywiście jest to rzadkość, wręcz wyżyny jakie podejmie kobieta. Mówię tutaj oczywiście o sytuacji na ulicy, przystanku etc dwóch nie znających się kompletnie osób.

Z perspektywy czasu wiem że była do rzadka dziewczyna oraz sytuacja jak się później okazało. Singielka, dopiero co zerwała, miałem bardzo luźne podejście i nawet gorsza reszta nie przekreśliła jej decyzji. Nie oszukujmy się takie podejście jest rzadkie, nie że się klepię po ramieniu bo zanim zrobiłem to ponownie minął szmat czasu, bo tak dalej było to dla mnie trudne. Jednym z tego powodów było spotkanie z Anetką, przedzwoniłem do niej kilka dni później i umówiliśmy się na spotkanie. Oczywiście wymyśliłem kino, bo nie wiedziałem o czym bym nawet z nią rozmawiał. Przed spotkaniem też byłem nakręcony co to złego się nie zdarzy, a jak poszliśmy po seansie na piwo dosłownie zjadła mnie żywcem. Dokładnie Panowie to była poezja. Sam się dziś z siebie śmieję jak potrafiła mnie zamurować. Szybko zdałem sobie sprawę że początkowa przechwałka o codziennym chodzeniu na randki to nie był blef. Zresztą jako wizażystka i fryzjerka miała i nadal ma powodzenie. Po przeprowadzeniu najgorszej z możliwych rozmów jaką mogłaby mieć z swoim wujkiem o pracy i szkole, powiedziała że musi się zbierać bo było późno i tyle się widzieliśmy. Spróbowałem się ponownie skontaktować dwukrotnie, ale dałem sobie spokój.

Pewnie nie jest to historia jaką czytelnicy chcieliby czytać. Raczej disneyowska parodia tego co powinienem zrobić. Powiedzmy sobie jednak otwarcie że większość z nas ma takie doświadczenia. Mam nadzieję że tą otwartością się wyróżnię bo w końcu tylu bohaterów w internecie, którzy przez każde wyzwania idą jak przez zboże. Zostawmy jednak błogi pijar oraz ego i nauczmy się z tej opowieści kilku ważnych rzeczy. Po dłuższym czasie uważam że to było najlepsze co mogło mnie spotkać, takie zderzenie z rzeczywistością. Jasne że byłem wkurzony na siebie że spieprzyłem, to naturalne. Zresztą powstała dziwna mieszanka, która narosła sama z braku doświadczenia będąc w związku, w którym też nie było jakoś szału.  Żeby zapomnieć o tej porażce zająłem się pracą, minęło trochę czasu zanim ponownie zająłem się kobietami. W końcu uzmysłowiłem sobie, że muszę popracować nad sobą i w zasadzie to nie jest koniec świata. Nie żebym płakał do poduszki, po prostu był to wyższy jej level.

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku i może się na nim skończyć, ale Ci którzy zacisną zęby i dostaną po głowie kolejny raz, i następny i jeszcze pare. Aż przestaną liczyć… W końcu gdzieś tam zacznie coś klikać.

2 myśli nt. „Moje pierwsze podejście

    1. Kuba Autor wpisu

      Nie można! bo to nie ma znaczenia, no chyba, że w to wierzysz to tak i wtedy sam się ograniczasz. To dobry temat na wpis, ale szybko tylko napiszę, że faceci maja ten plus, że z wiekiem stają się bardziej atrakcyjni. Oczywiście trzeba na to pracować i nie jest z automatu, ale jeśli rozsądnie ktoś o siebie dba, jest ogarnięty i potrafi się ubrać to nie ma znaczenia czy masz 20 czy kolejne jeszcze 20. Osobiście widziałem gości, którzy byli o niebo starsi ode-mnie i dawali radę. Jasne jeśli ktoś zdziadział w wieku 30 lat, waży 140kg i nosi ubrania z liceum to trzeba nad sobą popracować. Jak jestem ogolony i z racji wakacji chodziłem w ubraniu krótkie spodnie i koszulka to myślały, że jestem studentem. Myślę że bieganie mnie konserwuje, ale łączę to z siłownią bo patrze długoterminowo.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *