Nieoczekiwana randka w ciemno z tindera

Ahh ten tinder, przyznam że jest to chyba najlepsza apka na poznanie nowych koleżanek (i może coś więcej), mimo że ma te same wady jak reszta portali randkowych. Jednak największym plusem są w miarę aktualne zdjęcia bo w końcu pochodzą z facebooka. Co więcej miło jest sobie porozmawiać i czasem się spotkać, wręcz skonfrontować swoją wizję o kimś z światem rzeczywistym. Przyznam że obecnie skupiam się na ulicy, ale korzystam jeszcze z tej apki. Był jednak czas, jakoś pod koniec zeszłego roku, że spotykałem się na kawki w tygodniu dość często.  Wychodziły z tego przeróżne perypetie. Raz nawet jakimś trafem spotkałem się z jedną dziewczyną, która okazało się że pracuje wówczas tam gdzie ja, ale w innym biurze. Zawsze kierowałem się dewizą, że lepiej się spotkać niż w nieskończoność pisać, bo później tematy są wyczerpane. Mam też drugą zasadę, że nie będę obiecywał/kręcił, tylko będę szczery z swoimi intencjami znając rozdźwięk oczekiwań kobiet i facetów. Dlatego często spotkania były bardziej koleżeńskie, ale zyskałem sporo fajnych koleżanek, a nawet przyrodnią siostrę – Olę :).

Jest kilka historii, które po trochu będę na blogu opisywał bo zapadły mi w pamięci, a są niecodzienne. Było to jakoś z końcem tamtego roku, aura dość spokojna, ale robiło się już chłodno wieczorem. Czekałem na Martę z którą miło mi się rozmawiało na tinderze pod umówionym miejscem, niedaleko wyjścia z podziemi przy dość znanym budynku. Jest już dość ciemno, dochodzi godzina 18. Napisaliśmy sobie numery na chacie na wszelki wypadek, ale nie smsowalismy, tylko dalej korzystaliśmy z tindera. Jest w drodze, więc czekam dalej. Wokół mnie tylko kilku przechodniów, tylko ja czekam. Nagle wychodzi z podziemi i głośne “cześć”, to ja też się witam i zaczynam gadkę, że taka opatulona, że ledwo ją widać spod tego szalika. Trochę byłem zmarznięty, więc żwawo ruszyliśmy do pobliskiej pijalni czekolady, szliśmy tak z 10 minut. Siadamy już trochę rozgrzani i sprawdzając kartę zdejmujemy te czapki a ja z kultury wyciszam telefon. Skupiam się co tam zamówić, ale coś mnie tyka, patrzę na nią, a ona jakoś chowa tę głowę w kartę. Dziwna sprawa. Nagle mówi: “jakiś taki inny jesteś teraz, wydawało mi się że nie masz kręconych włosów”. W mojej głowie rysuje się ryzyko co się stało, i obniżam tę głowę szukając jej twarzy, a ona dalej w tej karcie chyba zawstydzona. Nic mi innego nie zostało, więc pytam: “Marta zawsze miałem kręcone”. Podnosi wkońcu się i odpowiada: “Nie jestem Marta, a Zosia”. Siedzimy sobie wspólnie w szoku, niezła pomyłka, trochę rozbawieni pakujemy manatki i wyskakujemy z lokalu. Patrzę na telefon i widzę nieodebrane połączenie, po prostu pięknie. Trafiły mi się dwie brunetki , ale co tam biorę to na siebie. Idę z Zosią na miejsce spotkania zobaczyć czy ktoś został i dzwonię do Marty w międzyczasie. Uff, odbiera i zaczynam opowiadać tą historię, która brzmi komicznie. Czuje się okropnie bo biedactwo czekało, a ja dałem ciała. Przyznam że zaufałem mojej miejscówce do spotkań, jest to dalej centrum, ale bez tłumu czekających, a mi to kojarzy się z jakąś ścianą płaczu. I mam tego teraz efekty. Marta słucha uważnie i stwierdza że “dziwna sytuacja”. Z braku argumentów zwracam się do wyluzowanej Zosi rozbawionej tym wszystkim i mówię jej dając telefon: “Masz teraz Ty się tłumacz coś narobiła”.  Bierze go i nawija. Na szczęście Marta uwierzyła, dowiaduję się że jest na przystanku powrotnym. Proszę ją by poczekała. a ja zaraz tam będę. Zgadza się, kończę połączenie. W tym momencie trochę ze mnie już zeszło i z Zosią robimy sobie jaja z tej sytuacji, pokazuje jej zdjęcia Marty na tinderze, obie brunetki jasna cera, a ona wypala: “a wiesz, że kiedyś mi się to już zdarzyło”. No ładnie, jej pary już nie ma, ale jeszcze proszę ją o wspólne zdjęcie na dowód bo mi znajomi nie uwierzą co to się działo, przybijamy sobie piątkę i biegnę na przystanek.

Poczekała, witam ją i opowiadam całą sytuację, jaka ze mnie pała. Z drugiej strony czy ktoś sprawdza zdjęcia z tel przy danej osobie, która przyszła? Dodatkowo jeszcze Zosia była cała owinięta szalikiem. Ehh, tyle razy się spotykałem i taki zonk.  Na szczęście po zobaczeniu wspólnego zdjęcia z Zosią już powiedziała “no już dobrze, dobrze”. Spoko, to nie ten moment gdzie brakuje tematów do rozmów. Żartujemy sobie z tego wszystkiego w drodze na kawę (oczywiście do innego lokalu). Jeśli ktoś zastanawia się o czym z kobietą rozmawiać to najlepszym tematem jest ona sama. Jednak trzeba bardzo uważać by rozmowa nie poszła w wywiad dziennikarski oraz by nie zmieniać tematów. Każda powie, że to bardzo męczące, bo nie dość, że się produkuje to wygląda jakby facet wogóle nie słuchał i przez to skacze na inne wątki. Oczywiście żadna wprost tego nie powie tylko później nie chce mieć z takim do czynienia. Sam miałem z tym problem na początku, bo każdy facet się chce  wykazać, a z drugiej strony zachowuje się “bezpiecznie”. Kończy się to najczęściej standardowymi pytaniami o pracę, studia itd. Zatem najlepiej posłuchać co powie i odnieść to do siebie czy wyrazić jakąś opinię. Jeśli chce się zmienić temat to jakoś powiązać stary z nowym np wtrącając krótką historię o sobie. Tak naturalnie wygląda konwersacja, która nie skacze tylko płynie, czasem zakręca, ale obie strony dodają coś od siebie. Dzięki temu ma poczucie, że Ciebie poznaje, bo często nie będą długo zadawać bezpośrednich pytań, a jak nic się nie dowie to czasem stwierdzi że: “właściwie nic o Tobie nie wiem, powiedz coś o sobie” itd. Kiedyś jeszcze osobno o tym napiszę. To ciekawe że w normalnej rozmowie z przyjaciółmi kiedy nie trzeba robić jakiegoś wrażenia wszystko ładnie gra. Natomiast na spotkaniu/randce dodajemy sobie nie potrzebnie problemów. Wracając do Marty, poznaliśmy się trochę i w gąszczu różnych tematów gdy pytałem się o jej aktualną sytuację, odpowiedziała, że jest “po długim związku i aktualnie of tego odpoczywa, że poznaje ludzi”. Przyznam, że to najładniejsze określenie i bardzo urocze. Kontynuowaliśmy  jeszcze rozmowę i zabrałem ją na drinka już w inne miejsce. Dalej nie będę już opisywał, ale ponieważ i mieszkała bliżej to odwiozłem ją pod mieszkanie. Naprawdę nie wiem, wy też tak macie że pod blokiem fajnej kobiety chce się wam siku i musicie skorzystać? Pytam więc z uśmiechem i: “No dobrze, chodź”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *