Przepełnienie bufora, życiem

Kiedyś marzyłem by to życie było bardziej interesujące, wybiegające ponad codzienną rutynę, pewien schemat, w którym każdy z nas tkwi. Snułem marzenia, aby było niebanalne i w zasadzie takim się stało. Naprawdę nie żałuję obranej drogi, ale to, co się ostatnio działo nadaje się na jakiś film. Na szczęście pozytywy przeważają, jednak bez odpowiedniego podejścia ciężko byłoby dojść do takich wniosków.

We wtorek kulminację miał aspekt zdrowotny i na szczęście okazało się, że wszystko jest ok. Nie ma to, jak ulga, ale z przeciwległej strony widać było już tylko powoli opadający kurz. Mój związek w zasadzie wcześniej miał symptomy wypalenia. Tak to chyba bywa, gdy jedzie się bez trzymanki, jest fajnie, a czasem nie za bardzo i pewne rzeczy zaczynają się kumulować. W takiej sytuacji zamiast niespodziewane wykolejenie się wagonika, zwykła cisza, czy rezerwa z obu stron zwiastują nieuniknione. Niestety ten moment nastał w czwartek, kiedy równolegle na ostrzu noża stanęły moje sprawy zawodowe. Wtedy dosłownie w człowieku, z którym długo współpracowałem zobaczyłem demona. To nie błąd na ekranie, tak demona. Gość zniszczył wcześniej kilka innych osób, ale ja się nie dałem i chyba przez te 5 sekund tej jego szczerości, gdy zdjął maskę ultra Nice Guy’a zobaczyłem prawdziwą jego twarz. Nie ma lepszego dowodu jak takie podejście do życia koncentruje głęboko wewnątrz te wszystkie negatywne emocje i nagle uwalniają się. Zwykle uciekał wzrokiem w rozmowie, ale tym razem wbił te oczy we mnie jak spodki i z zażartą wściekłością wygarnął mi parę słów. Przyjąłem to ze spokojem mając w myślach tych wszystkich przyjaciół potarganych przez kolejne intrygi i kłamstwa, których też zresztą doświadczyłem. Szybko się zreflektował i sam go też uspokajałem, gdyż już poziom absurdu sięgnął nowych szczytów. Czas było na reset. Właściwie traktowałem to wszystko już rezerwą powoli osiągając swój limit. Trzeba mu oddać, że pracował nad sobą ostatnio i ogólnie w kryzysowych sytuacjach jest ok, stara się bez dwóch zdań. Po prostu cała otoczka i reszta tworzą ten nieciekawy obraz.

W tym czasie dostawałem już tylko kolejne wiadomości od mojej kobiety, forma nie jest tu ważna, bo sam fakt tego przypływu szczerości był niecodzienny. Nie oszukujmy się, jak wartościowa dziewczyna odchodzi to najczęściej bez słowa, tym bardziej że takich jak ta prawie już nie ma. Z nami jednak działo się tyle nieprawdopodobnych rzeczy, że mogliśmy sobie szczerze powiedzieć wszystko. Tak, boli, gdy coś jest niezwykle trafne i prawdziwe. Nigdy jednak nie przekroczyliśmy tej linii kompletnej złości, dlatego nadal podchodziliśmy do wszystkiego z wzajemnym szacunkiem.

Zauważyłem jednak ciekawą rzecz. W miarę jak kolejne, różne wydarzenia się rozwijały, powoli miałem wrażenie, że z uczestnika stawałem się ich obserwatorem, gdyż mój bufor się dosłownie przepełnił. Buffer overflow w IT oznacza nieoczekiwane, losowe reakcje na skutek błędu, mnie momentami ogarniał śmiech. Zaznaczam, nie z Niej, tylko z wszystkich spraw, jako niekontrolowana reakcja na to, co się w całym czwartku stało. Kontynuowałem dzień swoim normalnym rytmem, aż naszła mnie ciekawa myśl. W takich sytuacjach jesteśmy tym, czym u podstawy są nasze fundamenty. Jeśli są słabe to kolejny etap to już chyba tylko jakaś forma implozji. O dziwo byłem spokojny, chyba w każdej sferze na tym etapie nie było w stanie mnie nic więcej zaskoczyć. Dopiero z czasem trawi się kolejne elementy oraz ocenia, co można zrobić dalej. Nie bez znaczenia jest też poczucie własnego bezpieczeństwa, ale mówię o tym momencie, gdy człowieka zaczyna ogarniać strach. W jakim stopniu jesteśmy złączeni z danymi sprawami i czy posiadamy pewną bazę, aby definitywnie lub na jakiś czas dane elementy odstawić. Chodzi przede wszystkim o kwestie finansowe, gdzie odmawiając sobie pewnych, najczęściej niepotrzebnych rzeczy, buduje się tą poduszkę dającą plan B. Tym bardziej warto o tym pomyśleć w czasach tak nieprzewidywalnych, gdzie często problemy i wyzwania przychodzą jak fala. Dosłownie jak coś się sypie to często kaskadowo. Z drugiej jednak strony dają nam większe pole manewru oraz podstawę pewnego spokoju, którą mało kto jest w stanie podburzyć.

Na drugi dzień przyszła względna normalność. Po demonie nie było już śladu, ale moje decyzje i plany uległy już tylko przyśpieszeniu. Pewnie za kilka lat podzielę się tym epizodem, obiektywnie, na chłodno, gdyż jest kwintesencją w tematyce Mr Nice Guy.

Porozmawiałem też na spokojnie z Kolorową, wręcz kojąco, słuchając wzajemnie tych swoich bzdur o niczym, któryś się dla siebie tak łaknie. Takie związki chyba już się nie zdarzają. Miałem szczęście i tylko co dobre będę wspominał, a z trafnych uwag wyciągnę wnioski. Oj tak, niektóre potrafią wejść w pięty. Zaznaczam, że to wyjątkowa kobieta, skomplikowana, ale dobra. Nie patrze z perspektywy różowych okularów tylko własnych doświadczeń. Tym bardziej, że sam jestem nietuzinkowy. Każdemu bym takiej życzył, ale niestety, pewnie jest już ich tylko garstka.

5 myśli nt. „Przepełnienie bufora, życiem

  1. Kolorowa

    Kuba był w związku, który można było nazwać ” nie związkiem”. Ustalone że w “nie związku” będziemy się bardziej starać i nie spoczniemy na laurach. I tak było…po prostu idealnie. Kto wie…może jeszcze do tego wrócimy 🙂 a Kuba jest mega dżentelmeński…tylko jak zawsze mnie wkurza, przez co się popsuło.

    Odpowiedz
    1. Stały Czytelnik

      Czyli, jeśli dobrze rozumiem, przez te “wkurzanie” i granie na emocjach się rozpadło?

      Kuba, wiesz do czego piję —> ten nieszczęsny rollercoaster…

      Odpowiedz
      1. Kuba Autor wpisu

        Akurat rollercoaster wychodzi nam dobrze. Po etapach intensywnych, mając się dość i odpoczywając od siebie, paradoksalnie zbliża się później jeszcze bliżej.
        Po prostu miałem jeden wybryk poza tym wszystkim, co wybiło nas na różne orbity.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *