Recenzja filmu Locke – 2014

Żeby nie być monotematycznym postanowiłem zainaugurować poboczny cykl tematów, który bardzo mnie interesuje. Jestem fanem dobrego kina, zarówno odmóżdżających jatek, jak i arcydzieł z dobrym scenariuszem, którymi można się rozkoszować. Nawiązując do przewodniego wątku bloga na chwilę, warto mieć różne pasje, gdyż sprawiają że poszerzamy swoje horyzonty i w rozmowie możemy to ukazać. Jest to o wiele lepsze niż oklepane: praca, studia itp. Kiedy dzieliśmy się tym co nas pozytywnie nakręca poznajemy swój charakter. Co więcej kobiety uwielbiają słuchać, gdy mówi się coś z pasją i to może być hobby czy cele w życiu do których się podąża. Zwykle wtedy człowiek się otwiera, bardziej gestykuluje, zmienia ton głosu i to ukazuje emocje, które absorbowane są przez nie jak gąbka. Nagle się okazuje, że ten facet nie jest częścią szarej masy i ma jakieś ciekawe życie.

Film Locke był dla mnie bardzo zaskakujący, a miałem taki moment że oglądałem różne produkcje po aktorach jak De Niro, Pacino czy Willis. Jednak po obejrzeniu nowego Mad Max uznałem że, może warto zobaczyć co potrafi Tom Hardy. Szczerze Locke jest jednym z bardziej oryginalnych filmów jakie miałem przyjemność zobaczyć. Niezwykle ascetycznie zrealizowany, a sama jego forma jest dość niecodzienna. Niestety nie mogę zdradzić nawet choć cząstki z fabuły czy samego wykonania, ponieważ zepsuło by to doznania z tego małego dzieła. Nie ma tam żadnej typowej “akcji”. To jest specyficzny dramat, który toczy się wyłącznie wokół głównego bohatera, którego życie z dnia na dzień wywraca się do góry nogami. Przyznam, że już dawno nie miałem tego specyficznego doznania, tej ciekawości co będzie dalej, w którą to pójdzie stronę. Zaznaczam że najlepiej ogląda się ten film na spokojnie, wieczorem by móc chłonąć ten klimat nocnej podróży Pana Locke. Zaskoczyło mnie Ze Hardy potrafi grać, szczególnie po roli Max’a gdzie większości chrząka. Co więcej krąży taki żart w sieci Mad Max(Hardly in the movie) bo głównym bohaterem akurat tego obrazu wydaje się kto inny.

Nietypowa recenzja, gdzie autor jest oszczędny w słowach. Mam nadzieję, że też nie wywoła to wrażenia, że to kandydat na 10 Oskarów. Nie, film ma swoje wady, ale jako całość zasługuje na uwagę. Niestety jest to produkcja na jedno obejrzenie ze względu na swoją konstrukcję. Jeśli myślisz o ciut poważniejszym obrazie by obejrzeć z swoją Lubą to polecam Locke, no chyba że wolisz by o zgrozo nie skończyło się na “Bezsenności w Seattle”.

3 myśli nt. „Recenzja filmu Locke – 2014

    1. Kuba Autor wpisu

      Dokładnie, ma kilka niezłych filmów w dorobku. Jak sam wspomniałeś Wojownik, ale też Bronson, Lawless, The Drop. Nawet Star Trek na początku kariery, co mnie zaskoczyło kompletnie.Mam nadzieję że kolejne Mad Maxy powstaną w miarę szybko, puki Miller jeszcze jest w stanie je na kręcić, bo to już sędziwy gość.

      Odpowiedz
  1. Tomek

    Bronson to arcydzieło. Hardy ukazał tam swój kunszt aktorski w pełnej krasie.
    PS. Bardzo spodobał mi się Twój blog. Jest pisany w sposób niezwykle naturalny, prosty i szczery. Do tego wiele ciekawych historii i spostrzeżeń tu opisanych, tworzy z niego spójną, dojrzałą całość, a wiele notek się zgrabnie uzupełnia. Czekam na więcej. Pzdr 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *